2. urodziny bloga i jak mi z tym źle

Chyba nie takiego wpisu się spodziewaliście.

To przerażające, ale 22 sierpnia mój blog obchodził swoje 2 urodziny, a ja myślałam, że to zdarzy się dopiero jutro (26 sierpnia). Najwyraźniej od tamtego czasu sporo się zestarzałam i… ZAPOMNIAŁAM.

Co gorsza, nikt z Was nie przypomniał mi o niczym. Chociaż, czy w ogóle mogę winić kogoś innego niż mnie?

Gdyby blog był naprawdę świetny, czytałyby go miliony. I miliony znałyby datę Narodzin. No, bez przesady z tymi milionami. Ale chociaż setki. Tymczasem statystyki mnie załamują. Minęły dwa lata, a ja czuję się, jakbym była na samym starcie. Rok temu piałam z zachwytu, rozczulałam się, jak wiele się nauczyłam- i jest w tym sporo prawdy. Jak bardzo ten blog jest mój, jest mi potrzebny, jak się cieszę z małej publiki, ale jednak. Z ludzi, którzy są wokół mnie, którzy czytają.

A dzisiaj nie jestem pewna, czy jest co świętować.

Kiedy poznają mnie nowi ludzie, są zachwyceni, że spotkali rzekomego „Fejma”. Zagadują o bloga, są zainteresowani, ale kiedy usłyszą o statystykach, widzę w ich oczach zmieszanie, bo dzisiaj pierwsza-lepsza koleżanka ma 2000 obserwatorów na Instagramie.

Gdyby tego było mało, spędzam całe dnie na oglądaniu Gossip Girl. Nie odzywam się do nikogo, nie czytam książek, nie czytam lektur (!), nie śpiewam, nie gram na skrzypcach. Teoretycznie uczę się angielskiego, bo nie korzystam z lektora ani napisów (jedynie, kiedy czegoś nie rozumiem- wówczas przewijam do tyłu i oglądam jeszcze raz).
Ale tak naprawdę to wszystko dlatego, że nie wiem, co pisać, dla kogo, po co?

Gossip Girl miało mnie inspirować i robi to sukcesywnie. Ale kiedy patrzę na jej bohaterów, mam wrażenie, że nawet Ci najmniej znani są bardziej znani ode mnie.

Zgadzam się. Pochłonął mnie pęd za like’ami, share’ami, statystykami i liczbami. Od dawna wiedziałam, że z liczbami wiążą się same problemy- może stąd mój opór do matematyki.

Jednocześnie nie mam pojęcia, jak widzę siebie za kilka lat, nie ma pojęcia, czy blog będzie istniał, czy będę miała co nowego Wam pokazać, czy będę miała na to pomysł, o OCHOCIE nawet nie wspomnę.

Czuję, że tyle przykrych rzeczy mnie spotkało odkąd mam bloga. Owszem, napisałam kilkadziesiąt świetnych artykułów, z których jestem dumna. A jednocześnie wciąż oczekiwałabym od siebie więcej i więcej.

Zapewne to rodzaj chorych ambicji. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Tymczasem mnie jest wyjątkowo ciężko. I choć nie brzmi to jak prawdziwy problem, bo za granicą ludzie umierają, a dzieci nie mają się w co ubrać, to akurat w tym momencie mój „problem” dotyka mnie bezpośrednio.

Jeśli chociaż Ty tutaj jesteś i Ty to czytasz, dzięki Ci.
Muszę się przespać z myślą, co dalej z Blogerką Marią, co z jej pomysłami na siebie, na to, co tworzy. Bez Gossip Girl, bez TV, Internetu i całej reszty.

Take care.

Zdjęcia: unsplash.com

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 16 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!