Ci prawdziwi

Ostatnio coraz częściej zdawałam sobie sprawę z tego, że nie na każdego w życiu można liczyć. Kiedyś moje wybory co do przyjaciół wydawały mi się niemalże nieomylne.

Wydawało mi się, że jeśli z kimś „całkiem fajnie” układa mi się relacja, to tak będzie zawsze.

Nie będzie.

Ani to przykre, ani specjalnie rozczarowujące, po prostu prawdziwe. Co ciekawe, często nie jest to wina żadnej ze stron. To, że na początku ktoś nam się wydaje wspaniały, a potem jest zupełnie na odwrót, bywa wynikiem rozbieżnych oczekiwań względem siebie. Drobniejsze różnice widać jednak dopiero po pewnym czasie. Nie da się w 10 dni ocenić, jak trwałą relację zbudujemy.

Nie jestem w tej dziedzinie żadnym ekspertem! Mam parę swoich „testów” na ludzi (jak pytanie o święta Bożego Narodzenia :)), ale nie stosuję ich za często. W ogóle nie mam w zwyczaju nikogo przepytywać, czy prowadzić castingu na mojego kolegę/przyjaciela.

Z reguły uwielbiam ludzi, darzę ich szybko wielką sympatią, przywiązuję się do relacji z chłopakami i dziewczynami. Dlatego potem zdarza mi się ryczeć w słuchawkę przyjaciółce: „bo on mnie zostawił”.

Po jakimś czasie dopada mnie taka refleksja:
Jak to on Cię zostawił, skoro znaliście się niezbyt długo? On nawet nie zdążył się do Ciebie przyzwyczaić. Nie zdążył Cię zaprosić na kolejną kawę, imprezę, nie przedstawił Cię żadnemu swojemu znajomemu, a Ty myślisz, że Cię zostawił?

I dokładnie tak samo miewam z dziewczynami! Po tygodniu chodzenia z kimś do klasy wydaje mi się, że poznałam potencją… PRZYJACIÓŁKĘ. „Przyjaciel” to jednak spore słowo i bywa często nadużywane. W rzeczywistości nie powinnam nikogo ocenić po kilku dniach znajomości. Może po miesiącu, po pół roku? Ale z perspektywy czasu widzę, że często Ci, którzy na początku wydawali mi się „beee”, teraz są ludźmi, na których mogę liczyć w wielu sytuacjach.

Pewnie moje bezgraniczne zaufanie wiąże się z tym, że jestem bardzo emocjonalną i pozytywną osobą (bądź, co bądź). 🙂 Moi przeciwnicy określili by to raczej „do bólu głupią i naiwną”.

I oboje mamy rację.

Czy mogę się zmienić? Czy mogę w jakiś sposób zawrócić swoje przyzwyczajenia?

Nie wiem, czy potrafię, ale muszę spróbować! Dlaczego? Bo świat nie będzie się przejmował tym, że się co do kogoś pomyliłam… Jedyną osobą, która (jak zwykle!) będzie się potem denerwować, stresować i zdecydowanie za dużo na ten temat myśleć, będę ja.

A Ci Prawdziwi Ludzie i tak przy mnie zostaną. I tak będą jak dobre Anioły, których na początku mogę nie dostrzegać. Z czasem jednak okaże się, że są tuż obok.
Tak po prostu.

 

zdjęcie: unsplash.com

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 17 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!