INNY WYMIAR

Może jestem szurniętą, nienormalną laską, ktora żyje w jakimś pół-własnym świecie (bo znowu takim totalnym alienem to ja nie jestem). Często, kiedy idę sama, obserwuję ludzi. Nie tylko to, w co są ubrani, ale też sposób w jaki mówią, sposób w jaki gestykulują, krzyczą, obrażają się, płaczą, czy całują.

Całkiem niedawno zainspirowały mnie słowa Szymona Majewskiego, który w jednym ze swoich felietonów napisał, że chciałby spróbować poznać każdego z NAS. Chciałby pogadać z panią z warzywniaka, panem stojącym w kolejce, dzieckiem płaczącym w wózku, nastolatkiem zapatrzonym w telefon, a także: DEBILEM jeżdżącym za wolno, DEBILEM jeżdżącym za szybko, DEBILEM jeżdżących zbyt po prawej i zbyt po lewej. Wariata z autobusu, chama z internetu, idiotę z windy- też.Czy kiedyś nie żyło się wolniej? Dlaczego przestaliśmy siebie zauważać? I czy w innych miastach wygląda to inaczej niż w Warszawie?

Doświadczam tego, ilekroć wyjeżdżam do rodziny, na wakacje itp. W małych wioskach większość osób zna siebie z imienia i nazwiska, a jak nie- to przynajmniej wiedzą, kto gdzie pracuje, albo czym się zajmuje, czy ma męża, kota, a może zmarła mu niedawno babcia.

W Warszawie, co najwyżej, mogę się pokusić o znanie czyjejś marki portfela, kiedy płaci przede mną za bułkę czy ciastko. Czasem zdarza mi się zagadać do pana taksówkarza, a czasem nawet do kogoś siedzącego obok mnie w autobusie. Kilku wspaniałych historii byłam słuchaczką właśnie w metrze! Pani ze szczegółami opowiadała o tym, co było 60 lat temu. I jak to się dziś szybko mówi po angielsku- she has made my day!

Bo czasami, rzeczywiście, tęskno mi do tych czasów, kiedy zapraszało się dziewczynę na potańcówkę (nie mylić z „grubym melo”) osobiście, a nie poprzez dodanie jej w wydarzeniu na Facebooku.

Tęskno mi do czasów, kiedy dziewczyny nie świeciły pępkami, dupkami, majtkami, spódnicami długości -5 metrów na instagramie, fejsie i snapie, a przed wyjściem z domu matki, ciocie i babcie oceniały każdy OUTFIT.

Nie chcę brzmieć „staromodnie”, bo uwielbiam styl elegancko/high-fashion i nie potrzebuję zakładać spódnicy do ziemi, aby udowodnić swoją kobiecość. Chodzi raczej o sam fakt wzajemnego celebrowania czasu, elegancji, szacunku i chęć poznania innych.

Przenieśmy się od czasu do czasu w taki nasz własny INNY WYMIAR. Wymiar uśmiechu, serdeczności, życzliwości, bez pędzącego czasu, z starymi, pięknymi manierami. Będzie bosko. Obiecuję.

 

 

photos: unsplash.com

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 17 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!