na procent

Czasem słyszę słowo: „odpuść”… Nie musi być idealnie. Może być idealnie w swej nieperfekcyjności, jak mówi jedna z ostatnich reklam, którą zapamiętałam z telewizji.

Ale są też takie istoty ludzkie, które nie potrafią pogodzić się wykonaniem czegoś „na 50%”.

Dla jednych to niebranie wszystkiego na siebie, umiejętność zdystansowania się i…zdrowego pl ania tematu, kiedy dla drugich-„praca na pół gwizdka”. Ani jeden, ani drugi za wiele nie może ze swoją naturą zrobić. Po prostu. Jedni robią „na 50%”, a drudzy „na 100%”.

I faktycznie, świata nie zbawię. Muszą być tacy, którzy odpuszczają w połowie, BO MOGĄ, i tacy, którzy walczą do końca, BO NIE MOGĄ. Problem pojawia się wtedy, gdy osoby o tak różnym podejściu do sprawy muszą ze sobą współpracować. Bo jak ten „na 50%” ma się nagle przyzwyczaić do dwustu obrotów na sekundę, ciągłego zalatania, ścigania się z samym sobą? Zadałby sobie pewnie nie raz pytanie: „po co?”. To tylko praca.

A ten drugi? Nie ma gorszego widoku niż współpracownik grzejący krzesło…  Bo ten „na 100%” czuje, że ma wówczas do zrobienia robotę i za siebie, i za kolegę „50%”. Podświadomość nakazuje mu myśleć, że został ze wszystkim sam. Bo po co ma się prosić „o 50%”, skoro sam daje więcej? Rozumiecie?

Ja się tak zastawiam nad plusami i minusami obu stron.

Bo ten „na 50%” wiedzie spokojniejsze życie- w pracy idzie do toalety, je obiady, wychodzi zgodnie z grafikiem, nie przychodzi spóźniony do domu. Ogólnie jest zadowolony. Głowę ma w miarę pełną, ale nie przepełnioną. Też bywa zmęczony, jak każdy. Praca-pracą, ale jest jeszcze życie, które ceni sobie PONAD TO. Jemu w sumie… trochę… zależy. „Na 50%”. A może po protu umie odpuścić? Potrafi żyć swoim życiem, a nie pracą lub obowiązkami?
Co z kolei z tym „na 100%”, który jest, nie ukryję, nieco bliższy mojemu sercu? Nerwowy, cały „sparzony”, zakręcony od nadmiaru rzeczy do zrobienia, pracujący za dwóch. Nie ma czasu na przysłowiowe siku. Na randce gada o problemach z nauczycielem lub szefem. W weekendy nie ma ochoty się malować. Czasem po prostu ma ochotę siedzieć w piżamie i nic nie robić – w dresie bez make-up’u. Bo cały tydzień coś robi – w garniturze/garsonce i w make-up’ie.

Cały ten artykuł wyszedł bardzo matematycznie. Królowa nauk, jak mówią. Przeplatam „50%”, „100%”, jakbym pracowała w dziale PRZECENY i OBNIŻKI.

Złoty środek? Nie znam. Moim zdaniem nie da się zapomnieć o sferze SŁUŻBOWEJ, będąc w sferze PRYWATNEJ. Trzeba próbować, jasne. Ale dla mnie to system naczyń połączonych. A może ja jestem połączona, nie wiem… Ale tak, chyba rzeczywiście jestem. Nie oddzielam jednego od drugiego, bo nie umiem. Bo ja jestem jedna. Nie ma Marysi do pracy i Marysi do odpoczynku. Jest jedna Marysia.

Ale pamiętaj. Decyzja „na ile procent” na szczęście należy do Ciebie. Tylko nie popełnij błędu.

Matma musi się zgadzać.

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 17 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!