Nie zdążyłam

Co kilka dni zdarza mi się słyszeć, że ktoś z czymś nie zdążył. Nie zdążył, bo musiał wyjść z psem, pograć w CSA, posiedzieć na Facebooku (o, to chyba ja!), wysłać wszystkim tzw. „dni” na Snapie.

Pamiętam, że kiedyś uderzyły mnie słowa pewnego księdza na rekolekcjach. Byłam małą dziewczynką, a pamiętam to do dzisiaj. Powiedział, że jakoś z reguły tak to bywa, że nie możemy się zebrać na odmówienie pokuty przez… tydzień, miesiąc, dwa miesiące, trzy… Tak mija nam pół roku. Nie potrafimy naleźć 15 minut w ciągu 7 dni tygodnia, aby zrobić, rzekłoby się, tak prostą rzecz. 15 minut! Dużo? Hmmm…

Według rankingów Global Web Index przeciętny Polak spędza blisko 80% dnia na przeglądaniu Internetu! Chyba prawie wszyscy mamy NON-STOP włączone LTE w telefonie. Na bierząco sprawdzamy, czy nie dostaliśmy wiadomości, która, a nuż, zmieni nasze życie.

Sama się na tym łapię. Gram na skrzypcach, a po każdym przegraniu jakiegoś fragmentu, sprawdzam… no właśnie? Co sprawdzam? Niby sprawdzam godzinę…. Ale w telefonie. W telefonie podłączonym do domowego wi-fi. Zdążam zawsze jeszcze odpowiedzieć na jakąś wiadomość, albo- co lepsze- frustruję się, gdy ktoś jeszcze nie zdążył przeczytać wiadomości, którą wysłałam mu 2-3 minuty temu. A, nie daj Bóg, jest akurat aktywny. Oj!

I tak sprawdzam tę „godzinę” co kilka taktów, albo co piosenkę, którą akurat ćwiczę/ podśpiewuję.

 

Wracając do słynnego „NIE ZDĄŻYŁAM/EM”. Wiecie, czemu nie zdążamy? Bo nie chcemy zdążać. Przykład z własnego doświadczenia,  nie muszę daleko szukać.
Załóżmy, że wracam do domu ok. 21.00. Mam jeszcze do zrobienia pracę domową, względnie mogłabym przeczytać jeden/dwa rozdziały książki. Muszę jeszcze iść się umyć, przebrać w piżamę- wykonać typowe zadania „wieczorne”. Jak to się kończy? Zamiast wykorzystać 1 godzinę czasu i zrobić coś produktywnego- piszę SMS-y! Sama łapię się teraz za głowę!!! Czemu, do cholery, zamiast tego nie zadzwonię? Przecież, aby wyrazić ten mój słowotok na piśmie, mija 4x więcej czasu.
W rezultacie nie odrabiam ani pracy domowej, ani nie czytam książki.

Pozostaje najważniejsze, zarazem najgorsze pytanie, co z tym fantem zrobić? Jak zdążać?
A więc ostatnio wdrożyłam w swoje życie metodę robienia listy rzeczy do zrobienia. Ostatnio przyjaciel mi powiedział, że to fatalne, bo tylko rodzi się we mnie frustracja, gdy zobaczę, ilu rzeczy nie wykonałam. I tutaj dochodzimy do sedna! Bo robienie listy to ZA MAŁO.
Z tej listy trzeba też sukcesywnie skreślać punkty. 😛

W głębi duszy wszyscy doskonale wiemy, co powinniśmy w danej chwili zrobić. Pytanie, które się nasuwa, jeśli tego nie robimy, dlaczego? Bo jeśli chcielibyśmy zdążyć, tak by się stało.
A organizacji można się nauczyć. Pytanie, czy chcesz. Bo wtedy, to już przerąbane! Czujesz w sobie każdą minutę.

 

Zdjęcie: unsplash.com
Link do artykułu z ciekawymi statystykami: TUTAJ.

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 16 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!