Co w grudniu?

Tak! Zbliża się najbardziej magiczny czas w ciągu roku. A Hala Koszyki osiąga apogeum piękna. Zalewają ją wówczas tłumy i wcale się temu nie dziwię. Zjawiskowo rozświetlona, przytulna i smaczna, a do tego nieziemsko modna i… ciepła. 🙂

Na razie nie będzie mojego „mądrego” gadania o tym, jak się cieszyć czasem od 23 grudnia (włącznie). Na razie krótki esej dotyczy tylko i wyłącznie grudnia.
Jak można setny raz nie zachwycić się tysięcznym wykonaniem „Last Christmas” albo „Jingle bell”? Nie wiem. Obiecałam sobie, że stworzę także posta o moich ulubionych świątecznych piosenkach, które wcale nie osiągnęły (jeszcze!) sławy rodem z Wham!

Tymczasem instalacje w Polsce doganiają te, które widziałam w Nowym Jorku (przypomnienie? click). Spójrz na to z czysto artystycznej strony. Zawsze z siostrą zastanawiamy się, jak to wszystko zamontowano na wysokich dachach, podniebnych sufitach czy olbrzymich oknach.

Grudzień to mnóstwo okazji do spotkań przed-świateczno-świątecznych. Nie zawsze trzeba się na takie okazje ubierać w czarną sukienkę- też ją lubię, ale bez przesady. Wprowadzam innowacje!
Płaszcz z cekinowymi, świecącymi dodatkami, kolorystycznie łączący się ze wciąganymi na nogi (jak skarpety) szpilkami. Zestaw ubraniowy „total-granatowy”, tym razem z asymetryczną bluzką, żeby trochę przełamać tę grzeczną formę całości.
Polecam dorzucać złoto- może nie wszędzie i jak tylko popadnie, ale choćby w postaci drobnego łańcuszka, czy kolczyków.

Magicznego grudnia. Do reszty jeszcze wrócimy!
ENJOY.

 

Fot. Mateusz Czok / Krzysztof Roszkowski

 

Płaszcz / coat – Stefanel x TK MAXX
Bluzka / shirt – COS
Spodnie / trousers – H&M
Buty / heels – Zara
Łańcuszek / necklace – Lilou

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 16 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!