Ten „ktoś”

Wiecie co? Czasem nie widzimy kogoś miesiąc, dwa, trzy i… zupełnie nie mamy ochoty się z nim spotykać na „zwyczajową” kawę czy herbatę. Nie odczuwamy smutku z powodu braku danej osoby w naszym życiu. Nie czujemy się spragnieni wiedzy na czyjś temat. Nie dumamy po nocach, jak rozwiązały się jej problemy, gdzie była na wakacjach i co u jej rodziców.

Tak właśnie zdarza mi się mieć z przyjaciółmi. No, nie bywa aż tak drastycznie, jak opisałam to powyżej. Zdarza się milczenie do 4 tygodni!

No dobra. Przyznaję się. Zdarza się, że nie mam z najbliższymi kontaktu. Nie dzwonię. Nie pytam. Nie wysyłam zdjęć. Swoją drogą- jak już sobie z kimś wysyłam zdjęcia na Messengerze, to znaczy, że naprawdę go lubię. 🙂
W każdym razie bywa, że nie wysyłam.

I ta osoba też nie wysyła. Mamy „przerwę”.
W nawet najlepszych przyjaźniach są takie „przerwy”. Bo nie da się być ze sobą 24/7. No nie da się.
I jeszcze zawsze na 100%. To też słowa mojej „bratniej duszy”, z którą czasem rozmawiam 4 godziny dziennie i jeszcze mi mało, a czasem nie rozmawiamy w ogóle.


Ale wiecie co jest najlepsze? Że wystarczy jeden temat, jeden telefon. Kiedy ktoś się w końcu przełamie i wykręci czyjś numer. Któraś ze stron potrzebuje pomocy… Ktoś nie wie, co zrobić… Komuś smutno…
I ta druga osoba po prostu JEST.
Ta osoba zostawi pranie, sprzątanie, gotowanie, serial na Netflixie i… jest!
Tylko takich ludzi wokół siebie Wam życzę. Ja mam. Niewielu, ale mam. Czasem zapominam za nich dziękować.

Dziś dziękuję.

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 17 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!