Zła jestem!

Zła jestem, bo siedzę i nic nie robię. Ciasto muszę upiec. Nawet nie wiem, czy mam w lodówce wszystkie składniki. Powinnam pograć na skrzypcach i do porządku nauczyć się linii melodycznej piosenki. Mojej. Śmiesznie nie umieć linii melodycznej swojej piosenki, co?

Na konkurs powinnam poćwiczyć.

Muszę egzamin na prawo jazdy zdać. To znaczy najpierw pouczyć się teorii.
Muszę przeczytać 400 stron lektury. Nawet nie zaczęłam. Mam 3 dni. Już i tak nie zdążę.
Muszę znaleźć sukienkę na studniówkę. Za pół roku.

Zła jestem, bo dziś zmarnowano mi w szkole kupę czasu. A chciałam się z kimś spotkać. I nie spotkałam.

Zła jestem, bo po trzech zajęciach na prawo jazdy nie jestem jeszcze zawodowym kierowcą.

No i jestem za gruba. I brzydka. Jej. Naprawdę jestem zła. Że się rano nie pomalowałam, że nic ładnego z włosami nie zrobiłam. No, chociaż zdążyłam je umyć. Ale i tak są niefajne.

Siedzę i od 40 minut narzekam. Dzwonię do przyjaciela i mówię, że mnie wkurza! 🙂 Chociaż mówi mi same normalne rzeczy. To się na niego wydarłam.

Powinnam się raczej wydrzeć na samą siebie. 🙂
Jestem jak ten czerwony balon, który zaraz wybuchnie. Powietrze rozsadza mi głowę.
I jeszcze cholerny plan zajęć. Nic nie ustawiłam. Wszystko w rozsypce. Jak ja nienawidzę dezorganizacji i chaosu w planie. Aj.

A dzisiaj przecież tyle dobrego się wydarzyło.
I samochód mi nie zgasł na skrzyżowaniu- ani razu!
I koleżanka, z którą długo nie miałam kontaktu, się odezwała.
I ustaliłam sobie cudowne spotkanie na jutro rano.
I kawę dziś wypiłam. I naprawdę była pyszna.
I jaką cudowną książkę czytam! O, mamo! Polecam Katarzynę Grocholę i jej nowy tytuł Pocieszki.
I nowa Pani od matmy jest miła. I fajna. I już się mniej boję matmy.
I w ogóle siedzę w bezpiecznym domu i dziergam wpis naburmuszonej nastolatki na laptopie.

I mam więcej szczęścia niż mogłam sobie wymarzyć.

Idę piec to ciasto, a jak skończę, to otwieram skrzypce i uczę się piosenki. A najpierw nauka prawa jazdy. Ale na tarasie!

O. I nawet, jak już kończę ten wpis, to przestałam być zła.

Dzięki.

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 17 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!