Tylko kawał materiału

W zasadzie temat może się Wam wydawać błahy. Może się wydawać tak błahy, że nadawałby się co najwyżej na „marnego” snapchata (swoją drogą mój snapchat to MARYSIACZOK —> można dodawać)…

Temat błahy, a tak mną zatelepało, że postanowiłam się zebrać w sobie i NAPISAĆ o tym. Będę miała na papierze… No, prawie. To przynajmniej czarno na białym. Za kilka lat do tego posta wrócę i mam nadzieję, że będę uważała dokładnie tak samo.


UWAGA! Marysia. Jeśli to czytasz i jest rok ok. 2020, a Ty nadal prowadzisz tę stronę to wiedz, że… coś się dzieje!!! Mam nadzieję, że nie jesteś jeszcze tak zbajerowaną, zadufaną w sobie dziewczyną i nie stać Cię wciąż na tę torebkę. A nawet jeśli stać – nie wykupujesz ich wszystkich jak głupek, bo masz jeszcze resztki rozumu. Ewentualnie kupiłaś sobie jedną, maksymalnie dwie, bo od zawsze o tym marzyłaś (pamiętaj, że jako dziecko obiecałaś mamie kupić szpilki Christian Louboutin). Mogłaś też współpracować z jakąś marką i dostałaś ją za darmo (i to by mi się, szczerze mówiąc, najbardziej podobało)!

Jeśli jednak poleciałaś na te marne kilka sznurków z napisem „Chanel”, „Dior”, „Gucci”, to wiedz, że jestem tobą (małą literą) totalnie załamana… Natychmiast sprzedaj je wszystkie, a przynajmniej 3/4 zasobów i zrób z pieniędzmi coś pożytecznego. Pamiętaj, że nigdy nie jest za późno.

Twoja lepsza wersja Ciebie, lat 16


burberry

Jak większość dziewczyn zawsze marzyłam, żeby w przyszłości mieć jakąś markową rzecz. Jestem wielką fanką Michaela Korsa i bardzo się cieszę, że los, a w zasadzie Ciotka i Wuj z Ameryki, których z miejsca pozdrawiam, takim prezentem mnie obdarowali. „Dasz palec, chce rękę” – to znane polskie przysłowie, które idealnie wpasowuje się w sytuację.

Zdarza mi się zarabiać – głównie grając na ślubach. Czasem dostanę coś do kieszonki od rodziny za dobre wyniki w nauce, na urodziny itp… Myślałam, że skoro w tym roku udało mi się powalczyć o stypendium w szkole, zgarnę parę zamówień na występy (żadne kokosy, ale zawsze coś), to uda mi się zrealizować kolejne marzenie, czyli jakąś markową torebkę. Ostatnio bardzo spodobały mi się najnowsze projekty od Gucci, ale oczywiście nie pogardziłabym i znaną Chanelką. W zasadzie wszystko już miałam bardzo dokładnie opracowane… Że namówię rodziców, aby przelali pieniądze na moje konto, że zacznę dorabiać jako opiekunka, że pewnej soboty wspólnie wybierzemy się do sklepu i dokonamy wyboru, aż.

Aż.

Pech chciał, żebym napisała do przyjaciółki, a konkretnie wysłała jej zdjęcie torby, która tak bardzo mnie oczarowała. Jej komentarz był następujący: „Ja osobiście bardziej przepadam za Chanelką typu Boy, ale z drugiej strony jak sobie pomyślę, że w cenie tej torebki można mieć auto, to mi się odechciewa”.

Konsternacja.

Zaczęłam kalkulować. Nie jestem najlepsza w te klocki, ale co nieco potrafię policzyć. Równowartość prostego samochodu? Ale… Jak to? To Chanelka za 20 tysięcy? A nie 4?

Z pomocą przyszedł wujaszek Google. Cena rzeczywiście mówiła o 4, 5, 6 tysiącach. Problem był z walutą. 🙂 Ja zakodowałam złotówki, a napis bezlitośnie upierał się przy euro. Weszłam zobaczyć wymarzoną torebkę Gucci w kwiaty. Podświadomie błagałam, żeby była tańsza. I była, ale cena to nadal 2490 dolarów.

gucci

Jedni pomyślą: „Wielka blogerka, a nie wie, ile takie rzeczy kosztują”. Każdemu zdarza się pomylić walutę, kiedy to kiedyś sprawdzał. 🙂 Faktycznie, lekki shame, ale niecodziennie kupuję takie rzeczy (jak widać) i nawet mnie to cieszy. Cholera! Kawał materiału! Kawał przepięknego, zajebistego, najmodniejszego materiału w sezonie, ale tylko materiału. Jasne, że pewnie podświadomie zazdroszczę osobom, które nie muszą się martwić, czy cena krzyczy EURO, DOLARY czy ZŁOTÓWKI. Które nie muszą się martwić, czy liczba ma przecinek, czy nie, bo, w gruncie rzeczy, nie zawojuje to ich konta.

Pewnie należałabym do elity, do wybranych, mając taki „skarb” na półce. Żeby była jasność, te torebki nie przestały mi się podobać. Nie przestały mnie fascynować. Nie przestaję na nie patrzeć, ani na ludzi, którzy je mają. Wciąż mnie zatrzymują: w sklepie, na ulicy, w internecie. Jedni kolekcjonują znaczki, drudzy aniołki, a trzeci mają fisia na punkcie ubrań, torebek i ogólnie pojętej mody. Pewnie nosząc taką na ramieniu, zwracałabym uwagę niektórych przechodniów na ulicy.

Ale tak naprawdę to tylko kawał materiału. Jeśli przyjdzie czas, że będzie mnie na jedno takie cudo stać – super. Ale dzisiaj poczułam niesmak. Bo za 10/20/30 tysięcy można wyżywić tysiące głodnych dzieci, czy kupić samochód. Pewnie musiałabym zagrać milion razy na ślubie, żeby idąc przez najbogatszy dom towarowy w Warszawie, Vitkac, nie wzbudzać podejrzeć.

To tylko kawał materiału. Kawał przepięknego, zajebistego, najmodniejszego materiału w sezonie. Ale tylko materiału.

Czy gra jest warta świeczki?

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!