Choroba skłania do refleksji

Choroba skłania do refleksji. Oj, skłania.

Śmiałam się do rozpuku, że to mężczyźni umierają na katar, a dziś mnie dopadło prawdziwe umieranie. Grypa, kaszel, łamanie w kościach, ból głowy, co jeszcze – nie wiem.
Bo nie ma czasu do lekarza iść, bo jutro o 8.30 trzeba być na uczelni w sprawie ważnego projektu, bo o 17.00 jest pilne spotkanie, potem o 18.30 kolejne.

Kiedy jeszcze w południe wydawało mi się, że dam radę i ten spacer do apteki dodaje mi siły, weszłam do tejże apteki… i siły od razu miałam mniej. Bo za Aspirynę i Vicks należy się 55zł. Od razu chce się być zdrowym.

Ale nie tak szybko… Bo jeszcze Levopront za 20zł.

Doczołgałam się boskim cudem do godziny 14.30, przekręciłam klucz, weszłam do mieszkania i…
A. Zapomniałam. Po drodze w barze mlecznym zakupiłam zupę pomidorową na wynos, bo na samą myśl o odgrzewaniu pierogów z lodówki już w metrze zrobiło mi się słabo.

Zupa też była droga jak na bar mleczny, ale olewam. Mogłam zapłacić i 50zł, ale: Panie, dawaj zupę… i do domu.
Dotarłam na drugie piętro po schodach, całe szczęście, że na dole drzwi się nie zacięły, bo krew jasna by mnie zalała, położyłabym się i płakała… z dobre 7 minut, jak znam siebie.

Ale weszłam. Padłam na łóżko. I jak zaczęłam smarkać, kichać, jak mnie wszystko dobiło – ten nieumyty talerz, niewyrzucone śmieci, dzwoniący telefon, te trzy kolokwia w przyszłym tygodniu. Jak mnie się nie chciało wtedy żyć. Messenger walił wiadomościami jak opętany, no, oczywiście, bo jak czuję się dobrze i chce mi się z kimś pisać, to wszyscy zajęci, a jak ktoś tu UMIERA, to nagle: prześlesz mi notatki, proszę? a co tam u Ciebie?

Dobrze, że faceta mam, co mi kanapkę przyniósł, bo wiedział, że zupa to za mało, że bułki dwie kupił na jutrzejsze śniadanie, płyn do demakijażu, a potem oglądał mnie w tym agonalnym stanie przez kilka godzin.

Wiecie, jak fajnie jest mieć kogoś, kto rozpuści Ci lek? Nie wiecie. Ja też nie wiedziałam, do dziś.
Kogoś, kto posmaruje plecy Vicksem?
Kto zmusi Cię do jedzenia?
Kto wysłucha wszystkich narzekań i posprząta to, co Ciebie doprowadza właśnie do płaczu?

Choroba zdecydowanie skłania do refleksji.

Po spędzeniu kilku solidnych godzin w łóżku zdążyłam przemyśleć wiele rzeczy. Chociaż myślenie włącza się dopiero wtedy, gdy lek zaczyna już działać, czyli po ok. 30 minutach.

No, chłopak musiał po czasie iść i na najgorszą fazę umierania zostałam sama. To znaczy zostałam z Zosią Kucówną, a tak naprawdę to jej książką. Jest wspaniała i chociaż pogrążyła mnie w jeszcze większej melancholii, co w obecnym stanie nie jest porządane, to także zadała wiele istotnych pytań. Dzięki, Zosiu.

30 minut zajęło mi podjęcie decyzji, aby w końcu wstać. Wstałam, po czym od razu się położyłam, bo tak mi się kręciło w głowie.
Za to potem, od niejedzenia, było mi tak niedobrze, że wolałam, aby kręciło mi się w głowie niż było niedobrze. I doczołgałam się do lodówki.

Ale, ale!
Zapach jedzenia powoduje, że chce Ci się rzygać.
Sorry. Taki mam klimat. Mam klimat bardzo życiowy. I nie będę pisać wymiotować zamiast rzygać. Wymiotować brzmi ładnie, a mnie się chciało rzygać.

Siedząc z kawałkiem suchej bułki i kolejną aspiryną rozpuszczającą się w jakiejś ostatniej czystej szklance, zaczęłam płakać. Usłyszałam ciszę. Wszędzie cisza, za oknem blok i parę zapalonych świateł, jacyś ludzie. Ale w sumie cisza.
Mam 19 lat i może nadszedł już czas na rozważania starego, 19-letniego myśliciela.

Na przykład, że warto mieć przy sobie drugiego człowieka. Takiego człowieka, co i dziś, i za 50 lat, pomoże Ci założyć skarpetę. I ściągnie skarpetę. I poda kubek. I kubek napełni czymś ciepłym.

I ty mu czymś napełnisz, też.

Kto powie Ci: idź spać. Kto odbierze za Ciebie telefon, kto zabierze Ci telefon albo nawet książkę, a nade wszystko powie: halo, ty nie umierasz.

Ale i tak poczułam się dziś, jakbym czuła, co znaczy bycie starym. My, młode pokolenie, obśmiewamy starszych. Przepraszam, nie przepraszam, ale taka prawda.
Starzy ludzie to absolutna żenada. Są wolni, naprawdę wolni i jeszcze wolniejsi, śmierdzą, a jak nie śmierdzą, to śmierdzą Panią Walewską. Leżą w łóżku i narzekają, ciągle narzekają, a jak nie narzekają, to wspominają.

Wiecie co?
Ci starzy są totalnymi herosami. Czują się źle. To ich boli, i to ich boli, i tamto ich boli. I emerytury 1200zł, 1700zł, a jak 2000zł, to luksus i wersal.

A spotykam ich w Biedronce, na ulicy, w autobusie. Są pośród nas. Często uśmiechnięci, często nieuśmiechnięci, ale są.
Dziś poczułam się, jakbym trochę czuła to, co czują oni.
Często nie czują nic fantastycznego. Są totalnymi herosami.

Mówiłam. Choroba skłania do refleksji.

Photo by Matthew Bennett on Unsplash

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!