DEKLAROWANIE ZMIENNYCH

Powtarzają nam, że przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Że możemy więcej niż nam się wydaje. Że to my sami wyznaczamy sobie bariery.
A mimo to są rzeczy, których „nie da się” przeskoczyć. Które są jak Oskary – niby są, ale i tak wiemy, że ich nie dostaniemy. My, szarzy ludzie nie mamy na nie szans.

Moja przygoda z informatyką trwa od 4. klasy szkoły podstawowej. Zaczęła się od powierzchownej budowy komputera, z której dzisiaj maksymalnie pamiętam ekran, klawiaturę i myszkę. Są tam jeszcze jakieś procesory, chłodnice, ale Bóg jeden wie, o co come on. Przeszłam przez Painta, a mistrzynią w tej dziedzinie jakoś szczególnie nie byłam, ale dałam radę! Dałam radę z Excelem, bo motywowały mnie słowa rodziców, którzy powtarzali, że w przyszłości bardzo często się go używa. Byłam całkiem dobra z prezentacji w PowerPoincie! Nadal jestem. Śmigam z przejściami między slajdami jak małe dzieci na sankach.

Przeszłam przez jakiegoś dziwnego Scratcha, dziwne gry, w których miałam przetransportować (za pomocą dziwnych kodów) przedmiot z jednego miejsca na drugie.

ebrtyyjwpry-radek-grzybowski
Aż nagle TRACH. PROGRAMOWANIE.
Do drugiej lekcji myślałam, że programowanie oznacza tworzenie stron. Dopiero potem zrozumiałam, jaki kaliber pracy przede mną. Dziwne kody int, cout, lista bibliotek, deklaracja zmiennych. To tak jakby Ciebie ktoś poprosił o zapisanie gamy G-dur eolskiej i harmonicznej. Albo lepiej: g-moll. A może dominanty septymowe i nonowe ze śpiewaniem od podanych dźwięków?

Myślałam, że umrę. Lekcje informatyki były dla mnie nudą i karą. Czekałam na dzwonek. Narzekałam na to, że nic z koleżankami nie rozumiemy, prosząc innych o pomoc, choć w zasadzie nigdy nie byłam zainteresowana na więcej niż 1%, aby to zrozumieć. 1% to i tak dużo. Byłam po prostu zainteresowana tylko tym, żeby zdać.

Aż któregoś razu natrafiłam na studentkę informatyki; koleżankę mojej kuzynki, która zaczęła ze mną wszystko od początku. Która pokazała, że potrafię, która wskazała, jak na program należy patrzeć, jak go zrozumieć.

Czekasz pewnie teraz na moje euforyczne: „UDAŁO SIĘ”?

3pgb5eqvaie-lorenzo-cafaro

CZY JA WIEM, CZY AŻ TAK SIĘ UDAŁO? Mnie komputer przede wszystkim służy do wstawiania postów na bloga, a nie programowania. Ale z jednego jestem dumna: zaczęło mnie to ciekawić. Zaczęłam wykorzystywać lekcje jako okazję do poznania czegoś nowego, innego, dziwnego; czegoś, czego pewnie sama nigdy bym nie dotknęła. Ze strachu?

Mój pierwszy w życiu kalkulator udało mi się zrobić w komputerze. Rozumiecie? Do teraz nie wiem jak, ale MAM GO! Nie bez pomocy innych – hola, hola. Pani co chwila musi do mnie podbiegać, bo jakieś errory się wkradały.

Czego mnie to wszystko nauczyło? Że żeby coś zrobić dobrze, musimy chcieć. Nie da się „odbębnić na 5”. Odbębnić to można maksymalnie i przy dobrych wiatrach na 2=. Zmianę, żeby chciało Ci się chcieć też musisz sam zaprogramować. Podpowiem, że z wypisaniem przeróżnych deklaracji.

zdjęcia unsplash.com

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!