Dziennikarki przygody jak z bajki

Kinga Rusin i jej, już mało newsowy – bo kto o tym nie słyszał, wpis o imprezie pooscarowej wśród Beyonce, Jay Z i Adele. Nie będę cytować opisu, który umieściła wraz ze zdjęciem z imprezy, bo to znajdziecie na pierwszych lepszych portalach plotkarskich.

Sama dziennikarka dementuje kłamstwa i przekręty, których od początku nie brakowało – a narosło ich już naprawdę sporo.

[źródło: instagram/kingarusin]

Tak, moje przygody były jak z bajki i są wręcz niewiarygodne. Ale najśmieszniejsze jest to, że to co opisałam jest prawdą. Życie tworzy niesamowite scenariusze. Nie wierzycie? Niech będzie, że mi się przyśniło, jeśli oczywiście lepiej się poczujecie.

Przytaczam całą historię mojej współlokatorce, która nie jest za bardzo zaznajomiona z obecnymi trendami medialnymi, z celebrytami, aferami filmowymi, oscarowymi i pooscarowymi. Przedstawiam jej mnóstwo punktów widzenia i wypowiedzi – głównie tych krytykujących – bo inne trudno znaleźć.

Nie chcę oceniać, czy Kinga Rusin zasłużyła na hejt (bo kto na niego zasługuje?), czy zachowała się fajnie czy niefajnie, czy to, co zrobiła, jest w porządku, czy jest etyczne, czy jest z klasą, czy mogła to zrobić, czy kogoś obraziła i z jakim skutkiem.

Ale niesamowicie zaskakuje mnie reakcja mojej współlokatorki – jak wspomniałam – niezwiązanej z tym światem. Powiedziała: Jakie to smutne, że potrafimy tylko wytykać palcem, kogoś obśmiać, obrazić, shejtować, oczernić, pokazać palcem.
No słowem – naprawdę nie cieszyć się z tego, czy ktoś u Jaya Z był, czy nie.

I żeby nie było. Tu naprawdę nie chodzi o sprawę dziennikarski w USA. Tu chodzi o coś dużo więcej. Nie apeluję już o to, aby cieszyć się, że ktoś gdzieś był, bo to dużo trudniejsze. Ale po co tyle tego jadu w każdym słowie. I na każdy dzień. Nie trzeba.

Nie trzeba jadem opluwać Kingi Rusin. Ani kierowcy autobusu. Źle mówić o tych, którym się udało. I tych, którym udało się mniej. O tych, którzy najpierw leją mleko, a potem sypią płatki na śniadanie. Wiem, że to utopia i złudzenia, ale jakoś Włosi, Hiszpanie, Grecy nie wydają się karmić negatywną energią. A przynajmniej tak wyglądają. Czemu nie wziąć tego od nich?

Takie postanowienie na Nowy Rok, na Wielki Post, na nowy miesiąc, na poniedziałek i każdy dzień, kiedy skręcać będzie, aby hejtować. Zamiast diety, sportu, eliminacji cukru, polecam karmienie się dobrą energią, uśmiechem i życzliwością.

Też się tego uczę!

Photo by Diego PH on Unsplash

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!