Ekspert ds. prawa jazdy

Zostałam ekspertem. Można mi zarzucać, że nie jestem nim w wielu dziedzinach.
Bo ciężko zostać ekspertem ds. poezji śpiewanej, aktorstwa, skrzypiec po kilku, kilkunastu latach praktykowania.

Ale ja zostałam ekspertem ds. prawa jazdy w nieco ponad dwa miesiące. Wszyscy się ze mnie śmieją, że za dużo o tym gadam… A co tam! Dokładnie tyle czasu zajęło mi zaliczenie 30h kursu, 12h jazd doszkalających, zdanie teorii i praktyki. Rozpoczęłam go 4 września, a skończyłam 9 listopada. Dodam, że nigdy wcześniej nie jeździłam autem, nie umiałam zatem obsługiwać biegów, dobrze patrzeć się w lusterka, poprawnie ustawiać światła etc. Zresztą, jeśli już się czepiać tej skrzyni biegów, to raz w życiu, z dwa lata temu, miałam okazję jechać automatem… poszło bardzo źle! 🙂

Kilka porad od Marii Czok w takim razie!

Po pierwsze, jestem żywym (wciąż) przykładem na to, że można przez 30h być nie do końca dobrze uczonym, a zdać za pierwszym razem.
Można być tak szalonym, nerwowym i panikującym stworzeniem jak ja – i też może Ci się udać.

Mamo! Ile ja mitów na temat tego wszystkiego słyszałam. Nawet nie wiem, od czego zacząć!
Przede wszystkim uważnie prześledźcie szkołę, do której się zapisujecie, a jeszcze uważniej – swojego instruktora. Popytajcie znajomych, napiszcie na tablicy na fb. Ja tego ostatniego nie zrobiłam, a źle, bo mogło mnie ominąć sporo późniejszych kłopotów.

Wszystkim polecam naukę teorii online, tzw e-learning. Nie jesteście w stanie wysiedzieć na wykładach 12h dziennie, gwarantuję Wam, że po trzech już będziecie myślami na Hawajach, a robota w domu Wam i tak zostanie do zrobienia (samemu). W związku z tym lepiej chyba posiedzieć wygodnie z herbatką i laptopem w domku i zakuwać wtedy, kiedy się samemu chce i ma na to ochotę; zwłaszcza, że obowiązku (prawnie) nie ma, aby chodzić na zajęcia teoretyczne! Szkoły dopuszczają się nadużyć, mówiąc, że to obowiązkowe.

Teorii uczyłam się sama, za pośrednictwem portalu teoria.pl. Na egzaminie pytania są identyczne, co na stronie. Polecam stolik nr 5 na Bemowie, jeśli chcecie zdać na 71/74. 🙂 Już dwa razy się sprawdziło (mi i mojemu koledze)!

Co do instruktora…
Mój pan był cudowny i kochany, śpiewaliśmy sobie razem stare, polskie piosenki, ale jak się potem okazało, za bardzo to on mnie nie upilnował (w wielu kwestiach).
Na jazdach doszkalających u pani Kasi ze szkoły jazdy Aurinko na Żoliborzu dowiedziałam się, że sto milionów rzeczy robię źle. Źle trzymam sprzęgło, źle odpuszczam gaz, nie patrzę w lusterka, rozglądam się na skrzyżowaniu w każde możliwe miejsce, zamiast w dwa, źle trzymam kierownicę… Tego było MNÓSTWO!

I powiem Wam jedno. Takich jazd jak z Kasią, to jeszcze nie mieliście. Przeklina, śmieje się, głośno śpiewa i… naprawdę tylko dzięki niej zdałam za pierwszym razem! W 12h nauczyła mnie tego, co ktoś powinien w 30!

Potem się dopiero dowiedziałam, że kilku moich starszych znajomych się u niej uczyło i oczywiście też wszyscy zdali za pierwszym. I mogłam się ja, głupia baba, popytać, do kogo iść. Bo u Kasi każdy praktycznie każdy zdaje za pierwszym. Kobita pokazała mi, jak się przemieszczać po Warszawie i… nie zginąć. Zresztą ona mówi, że to wszystko jest dla jej wybitnie dobrych statystyk 🙂

„Batman z lewej, batman z prawej”, „Jarek Wałęsa na motorze”, „Agatka – metr dwadzieścia”, „spieprzaj dziadu”, „pan Andrzej”- to tylko kilka z jej tekstów, które dźwięczeć mi będą do końca życia za kierownicą.

A! I jeszcze jedno! Uważajcie BARDZO na popularne szkoły jazdy, które na początku wydają się bardzo świetne, a potem zapisują Was na jazdy raz na dwa tygodnie, bo częściej nie mają terminów… W mojej szkole jeździłam codziennie lub co drugi, trzeci dzień (taki plus).

Egzaminem praktycznym stresowałam się BARDZO! Chociaż w sumie widziałam, że inni stresowali się jeszcze bardziej. 🙂
Pod koniec, śmiałam się z egzaminatorem, że to wszystko dzięki tym godzinom na scenie, które już w życiu wyrobiłam. Trafił mi się fajny, młody człowiek, pan Robert, który przymknął lekko oko na moją panikę (zdarzyła mi się dwa razy). Ale nie dał mi prawa jazdy za nic. Doskonale wiedziałam, kto kiedy ma pierwszeństwo, skąd może mi wyjechać auto, gdzie pomyka pieszy, a gdzie rower, gdzie są jednokierunkowe, gdzie jechać z jaką prędkością! Na karcie mam zapisane 3 błędy na 27.

Bo w gruncie rzeczy, to ja czułam, że zdam. Wiem, że dobrze jeżdżę dzięki Kasi. Wiem, że mam jeszcze sporo do dopracowania, aby ona była ze mnie dumna.

Ale jestem przykładem na to, że można iść na egzamin niedorobionym do końca, ale wystarczy nie być samobójcą, znać zasady i myśleć… i się zda.

Obserwowałam auta wyjeżdżające z WORDu na Bemowie. No młotki, no. Jak można nie dać kierunkowskazu? Jak można się przetaczać przez skrzyżowanie 10 km/h? Albo wjeżdżać na ulicę, kiedy tam mknie auto (innym pasem, ale przecież to auto może zmienić pas!).

Mam wrażenie, że część ludzi idzie tam zupełnie nieprzygotowana i dlatego tak bardzo się denerwują, co ich jeszcze bardziej paraliżuje. Swoje trzeba wyjeździć.

Szerokiej drogi wszystkim. Jeżdżę bardzo bezpiecznie, a pan egzaminator powiedział nawet, że za wolno momentami, także spokojnie możecie wychodzić na ulice.
Życzcie mi szczęścia!

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!