Jak naprawdę wygląda życie ucznia?

Nie wiem, czy tak mam tylko ja i moi znajomi, ale obawiam się, że mógłby to być zbiorowy, ogólnopolski manifest.

My – uczniowie. Siedzimy w szkole od 8.30 do 16.00,  a bywa, że i 17.00. Jasne, niecodziennie, nie zawsze, ale naprawdę często – tak.
Już w szkole przysypiamy na ławkach czy kanapach.

Wracamy do domu i pierwsze, o czym marzymy, to pójść spać. Nie mamy siły iść na spacer (zresztą prawie w ogóle nie przebywamy na dworze), do kina czy na spotkanie ze znajomymi. Nie wspomnę o czasie. Ja, aby móc pójść na film, wybieram weekendy lub zrywam się z „mniej ważnych” lekcji. Po zajęciach to byłoby niemożliwe. A naprawdę chciałabym być człowiekiem kultury, chodzić na wystawy, najnowsze spektakle, koncerty i opery.

Nie wspomnę o górze prac, które mamy do zrobienia.
Sprawdzianów i zaliczeń. Prac pisemnych, popraw, lektur. Lektur mamy tyle, że w trzeciej klasie liceum mogę pomarzyć o przeczytaniu książki, którą sama wybrałam. Pani polonistka lojalnie uprzedziła mnie, że niestety, ale czas na to znajdzie się dopiero po maturach.

Nie dziwię jej się. Chce z nami przerobić wszystko, co konieczne do egzaminu. Tak wygląda system szkolnictwa. Nie wiem, czy na całym świecie; pewnie nie.

Czasem żałuję, że nie możemy się wyspać.
Że gdy skończę ten rok szkolny, to przecież do listy obowiązków dojdzie mnóstwo innych rzeczy. Wkrótce będę coraz bardziej samodzielna – także finansowo – i prasowanie, sprzątanie, gotowanie będzie dodatkowym elementem życia codziennego.

A teraz? Wciąż jestem uczniem. Chciałabym coś z tego mieć. Jakąś radość, jakiś prawdziwy rozwój.
A czemu moja dziesięcioletnia siostra ma dokładnie tak samo napięty plan lekcji, co ja?
Boże, gdzie jakiś czas na własną pasję? Na zainteresowania?
Nawet jeśli się wygospodaruje czas, bo wiadomo, że jak się czegoś bardzo chce, to się da, to skąd wziąć siły?

Pamiętam, że kiedy jeszcze ciągnęłam trzy szkoły na raz, to po wszystkich egzaminach, koncertach i zaliczeniach w czerwcu spałam po 20 godzin. I tak przez tydzień. Musiałam odleżakować cały rok!

Teraz nawet nie wyobrażam sobie, jak to robiłam. Co prawda miałam wolne weekendy, które teraz poświęcam na aktorstwo, ale, paradoksalnie, daje mi 100 razy więcej energii i radości, niż kiedykolwiek w życiu uczyniło to liceum, gimnazjum czy szkoła podstawowa.

Wpis muszę jak najszybciej skończyć, bo czeka na mnie sterta rzeczy „na wczoraj”. Dobrze, że mam chociaż swoje piękne, uśmiechnięte zdjęcia i wracam myślami do momentów, w których było tak fantastycznie.

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!