Japonia. Minimalizm.

O Japonii można napisać trzy tomy (każdy po 600 stron), a i tak nie wypowie się w pełni wszystkiego, co by się chciało wypowiedzieć. 🙂
Profesjonalne opracowania wycieczek, tego, co zwiedzić lub kupić, zostawiam znawcom pisania przewodników.

U mnie za to, zresztą jak zwykle, parę wpisów z serii „moimi oczami”, czyli o wszystkim, co najbardziej zapisało się w mojej pamięci, głowie i… sercu.


Najlepszy przykład na to, że podróże kształcą? Moja mama- z reguły wielka fanka obszernych, gęstych bukietów w naszym salonie- po powrocie z wakacji do wazonu wstawiła… jeden kwiat.

Jeden, pojedynczy, prosty kwiat. Zielona łodyga (kto by się spodziewał) i białe płatki. Nie znam nazwy, oczywiście, bo z biologią u mnie średnio.

Japonia, oprócz tego że świeci mnóstwem świateł i neonów, które- faktycznie- z minimalizmem nie mają za wiele wspólnego, jest do bólu minimalistyczna.
Bo w restauracji tylko proste, drewniane stoły, gładkie ściany, wszędzie przestronnie, czysto i schludnie. Żadnych obrazów czy dodatkowych lamp. Tylko tyle, ile trzeba.
Proste, klasyczne krzesła, często stare. Najlepiej drewniane. Okna drewniane. Domy też. To znaczy nie zupełnie drewniane, ale z drewnianymi elementami.

Sklepowe półki posegregowane i równo ustawione. Z reguły bez odstępstwa od ładu.

Ludzie na ulicach w ubraniach o stonowanych kolorach. A nawet jak nie w stonowanych, to jakaś taka oszczędność w formie i kroju od nich bije. Bez przesadnych udziwnień czy tego, co na dłużej przykułoby uwagę. To nie oznacza, że moda tam nie obowiązuje. Ale mam wrażenie, że na innych zasadach niż w Europie.

U nas, gdy coś jest modne, to w sklepach nie znajdziecie nic innego, niż to, co akurat… „jest modne”. 🙂
Tam, to co jest modne, to dodatek- ozdoba do BAZY- którą Japończycy mają w swojej kulturze. Wszystkiego można spróbować, ale z umiarem.

Czy nie ma odstępstw od normy?
Oczywiście, że są! Tokio ma swoje zwariowane dzielnice, a wszystko w nich opływa w lukrze. A jak nie w lukrze to w czaszkach i mrocznych klimatach. Jak nie w mrocznych klimatach, to w mandze czy anime.

Wyjątek potwierdza regułę.

Minimalizm. Znowu ważna lekcja dla mnie. Lubię się obwiesić tysiącem rzeczy, dodatkowo naustawiać miliony wokół, a to wszystko dlatego, że często nie potrafię się zdecydować.
Mniej znaczy więcej.

I zdjęcie daniela na koniec. Nie wiem, czy on też ma takie minimalistyczne podejście do życia. Ale tak to odebrałam.

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!