Japonia. Pracowitość.

O Japonii można napisać trzy tomy (każdy po 600 stron), a i tak nie wypowie się w pełni wszystkiego, co by się chciało wypowiedzieć. 🙂
Profesjonalne opracowania wycieczek, tego, co zwiedzić lub kupić, zostawiam znawcom pisania przewodników.

U mnie za to, zresztą jak zwykle, parę wpisów z serii „moimi oczami”, czyli o wszystkim, co najbardziej zapisało się w mojej pamięci, głowie i… sercu.


Słyszeliście, aby w Polsce ktoś umarł z przepracowania? Ja chyba nie. 🙂

Przepraszam, absolutnie nikomu nie życzę śmierci! Nie powinnam z tego tematu w ogóle żartować, zwłaszcza, że w Japonii zdarza się to stosunkowo często. Przypadek doczekał się nawet swojej własnej nazwy, a mianowicie: karoshi. Bez dwóch zdań jest to NEGATYWNE zjawisko i nie chcę, abym była kojarzona z pochwalaniem tego rodzaju śmierci.

Traktuję to jednak, jako czystą „inspirację” i temat do zastanowienia.

Zachwyca mnie japońska pracowitość. Zachwyca mnie metro zawalone ludźmi w białych koszulach i czarnych spodniach/spódnicach. Zachwyca mnie sumienność, staranność i brak myślenia, aby „pójść na skróty”. Tam naprawdę nikt nie oszukuje. Tam każdy ma bilet do pociągu. I nikt nie robi przekrętów, np. nie kupuje ulgi, kiedy jej nie ma. Szanuje pracę INNYCH.

Bo szanowanie pracy nie powinno się ograniczać tylko do „mojej roboty”.

To jedna z nielicznych rzeczy, których nie mogę sobie zarzucić. Nie jestem leniwa i naprawdę lubię pracować!
Ale gdy widzę kolejną nieskończoną autostradę w Polsce (a może nawet niezaczętą) to serce mi pęka. Bo rozwój idzie w parze JEDYNIE z pracą. To, że za granicą mają lepiej i ja Wam o tym biadolę przez sześć wpisów nie wzięło się z tego, że ktoś tam leżał i nic nie robił. 😉

Zbliża się początek roku szkolnego. Nieszczególnie się cieszę, ale nie dlatego, że będę się uczyć nowych rzeczy i pracować! Nie! Jeśli postrzegasz to w kategorii cierpienia to… żal czegokolwiek.

Może się nie chcieć wstawać o 5.00 rano, może się nie chcieć użerać ze strasznymi ludźmi (o, tego ja się boję), ale nie PRACOWAĆ.
I tego, mam nadzieję, wszyscy będziemy się stopniowo od Japonii uczyć. Mają piękne rzeczy. I mają je dzięki swojej pracy.

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!