Nie ma tura

Bałam się, że nie pamiętam hasła do bloga. Ale shame… Wstyd. Długo mnie nie było, ale, ale…

No „ale” jest wiele. 🙂

Mieliście maturę?
1. Nie? No to zrozumiecie za kilka lat, co to znaczy przygotować się do matury…
2. Tak? No to pewnie wiecie, co to znaczy przygotować się do matury…

Mnie się wydawało to sporym wyolbrzymieniem, kiedy ludzie o rok ode mnie starsi mówili mi, że 3 liceum to piekło. Wydawało mi się, że zdecydowanie przesadzają i przecież ilu ludzi na ziemi, tyle opinii.
Mnie się na przykład średnio podobają „komedyje teatrzane” (komedie w teatrze), za to moi rodzice chodzą głównie na komedie (jak większość społeczeństwa – ubolewam!). Twierdzą, że mają wystarczająco dużo dramatów w pracy. Ok.

Idąc tym tropem, a także mając na uwadze swoją pracowitość, ambicje i chęć robienia wielu rzeczy na raz, stwierdziłam, że dam radę. Kto jak nie ja.

Tu nie będzie nieszczęśliwego zakończenia, spokojnie. Wiem, że na takie się zanosi, ale jak śpiewał Młynarski – „jeszcze nie, długo nie”. To znaczy on śpiewał: „Jeszcze w zielone gramy”, a potem to szło z tym, że jeszcze nie.

Pierwsze kłody pod nogi rzuciło mi prawo jazdy, bo mój plan zainfekowało 30 godzin za kierownicą z instruktorem. No, z doszkalającymi to wyszło ze 40.
A ile pieniędzy wyszło, ile by za to torebek, butów i kawy było – nie wspomnę.

Kurde, swoją drogą to nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio w sklepie byłam. No. Niestety. Miniony czas był bardzo nudny, choć wcale się nie nudziłam. Naprawdę miło, że mieszkam z mamusią, która dbała o zaopatrzenie w Lidlu.

Kolejne kłody rzuciło mi…
Dobra. Przejdę już może do sedna, bo to, że ludzie czasem rzucają kłody, to pewnie wiecie.

Ale spiritus movens tego roku to zdecydowanie Matura.

To teraz wjedzie Kościelski.

Moja serdeczna przyjaciółka uczyła się do matury na kilka dni przed. Są tacy ludzie. I nie, nie należę do nich. To znaczy należę, ale nie w kwestiach „ważnych”. A jednak matura wydawała mi się ważna.
Także generalnie not my cup of tea.
Od października matma (opłacało się chodzić, bo będzie może i ponad 70%, gdzie początkowo próbne pisałam na 28%).
Przeczytane wszystkie lektury (oprócz Chłopów), omówione, przerobione, przeanalizowane.
Angielski ćwiczony na ostatnią chwilę, tu się przyznaję, ale wyszłam z założenia, że poziom, który mam w szkole, na spokojnie wystarczy. Za wiele się nie pomyliłam.
A! I jeszcze geografia. Nigdy nie podejrzewałam siebie o to, że mogę tyle czasu spędzić ze zlodowaceniami, ozami, kemami, drumlinami, mutonami, kotłami eworsyjnymi, niszami abrazyjnymi, mgłą konwekcyjną i radiacyjną, mapą świata, prądem morskim, monsunem i czasem słonecznym, z obliczeniami na temat wysokości górowania słońca (a to akurat opanowałam do perfekcji), wskaźnikiem urbanizacji i nachyleniem stoku.
Nie podejrzewałam siebie, że to polubię. Bo podróżować to lubi każdy, leżeć w Hiszpanii i wiedzieć, że się jest w Europie. Ale znać typy jezior i wybrzeży, to już nie każdy ma ochotę. Nie miałam wyjścia. To jest zdecydowanie Rok Geografii.
Nie chodziłyśmy z koleżanką na wf, żeby się uczyć geografii, zabierałam ze sobą książkę na ferie, aby w drodze przez pustynię czytać o ergu, serirze i hamadzie. I o korazji.

I naprawdę tyle się uczyłam, i wszystko się dość dobrze powiodło, i tyle mnie to kosztowało, ale było warto. Nie stresowałam się, a raczej czułam ekscytację, wchodząc do sali z dowodem osobistym i czarnym długopisem.

I kiedy się dziś rano obudziłam, i dotarło do mnie, że mam za sobą wszystkie egzaminy maturalne pisemne i już żaden Mickiewicz, żaden „Dziad” z Wokulskim, żadna delta i ciąg, żaden kraj i rzeka, żaden letter of complaint… to tak mi się przykro zrobiło.

Cholernie przykro. To już jest koniec.
Przyszłoroczni maturzyści. Przed Wami najbardziej pracowity czas przed najbardziej pracowitym okresem życia, który skończy się może wtedy, kiedy zacznie się emerytura.

Już dziś mi Was żal.
I już dziś Wam zazdroszczę, bo chociaż „każdy początek to tylko ciąg dalszy”, to mnie już bardzo tęskno do liceum, a straszno przed studiami.

Serio, serio.

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!