nie płacz, dziś walentynki

Znam wiele walentynkowych historii.

Przecież prawie każde radio organizuje coś takiego przed „magiczną datą” 14. lutego – można zadzwonić, opowiedzieć historię jak z bajki i wygrać prezent A, B, C.

Formuła jest wszędzie dosyć podobna. A że teraz (wreszcie!) zdarza mi się dość często jeździć autem (żeby nie powiedzieć codziennie), to trochę tego mi do głowy wpadło.

Ale jeszcze więcej znam smutnych walentynkowych historii.
W zasadzie nie ma kobiety, która nie byłaby rozczarowana, że 14 lutego gdzieś nie wychodzi, nie dostaje kwiatka, biżuterii za 2 miliony lub 50zł.
W sensie, oczywiście. Zaraz się rzuci na mnie fala feministek, że one siedzą z kotem w domu, a może nawet z przyjaciółkami, a może nawet z przyjaciółmi (w sensie facetami) i nie potrzebują romantycznych kolacji i kwiatka.

To im szczerze gratuluję.

Bo zdecydowana większość kobiet woli zapomnieć o takim dniu jak 14 lutego.
Bo chciałyby dziś iść do kina, na spacer, a nawet do Tesco, ale Z NIM.
Wcale nie z księciem na białym koniu, z kaloryferem, furą pieniędzy i Ferrari.
Po prostu, z Jankiem, Markiem, Mateuszem czy Kacprem. Z ICH Jankiem, Markiem, Mateuszem czy Kacprem.

Temat jest w zasadzie nie do udźwignięcia, jeśli chodzi o szybkie i natychmiastowe rozwiązanie, no bo jeśli ktoś tak bardzo pragnie mieć drugą połówkę, a jej nie ma, to oczywiście może czytać artykuły o tym, jak wspaniale można spędzić walentynki w pracy, domu, kościele, szkole – generalnie SAMEMU, ale nie do końca będą to takie walentynki, jak sobie wymarzył.

Chyba powinno się pisać Walentynki, przez wielkie „W”. A co mi tam…
Będę pisać małą, bo żadne to święto w porównaniu z Dniem Matki czy Wielkanocą.

Pamiętam, jak z 10 lat temu mój tata wrócił  (właśnie w walentynki) po pracy do domu i powiedział, że przy pl. Wilsona na przystanku siedziała strasznie zapłakana dziewczyna. Kurczę, gdy słyszałam tę historię, miałam z 10 lat. On sam pewnie jej nie pamięta. Ba, może nawet ta dziewczyna tego nie pamięta?
Ale ja pamiętam. I wydawało mi się to już wtedy bardzo wymowne.

Bo co to za święto, co jedni płaczą, a drudzy są wniebowzięci?

Ateiści oswoili Boże Narodzenie, a „samotne” dziewuchy nie radzą sobie z… walentynkami? WTF?!!!

Ja to rozumiem. Bo sama kiedyś bardzo to przeżywałam. Moje koleżanki szły z chłopakami na randki, a ja siedziałam w domu. Ale byłam do nocy na zajęciach i zajmowałam się pracą, aby nie widzieć tych wszystkich beznadziejnie szczęśliwych par, chodzących po centrach handlowych czy centrum miasta.

Ale jest sposób, jak to święto oswoić. I wpadłam na to dzisiaj rano.
Są nawet dwa sposoby, ale warunkiem, aby zadziałały, jest ich połączenie.

Po pierwsze, musisz obserwować Qczaja na Instagramie, Facebooku czy gdzie tylko chcesz. Nawet jeśli nie jesteś zbyt internetowa. Zrób to dla niego (a tak naprawdę to dla siebie). Poćwicz z nim na Youtubie i posłuchaj, jak mówi: „UKOCHOJ SIE”!!!

Ukochoj sie! Tak. Tyle. I aż tyle?
Ćwiczyłam rano, upociłam się jak nie wiem co, a on tylko mówił – „pomyśl o tych, którzy w Ciebie nie wierzą. Zniosłaś w życiu więcej niż te idiotyczne ćwiczenia”.

A drugi sposób to WYJŚCIE! Zakaz siedzenie w domu z lodami i Bridgett Jones. Ile razy już to robiłaś? Ja ani razu, bo nawet nie miałam sił iść do sklepu i kupić sobie lody.

Tak więc w tym roku trzeba wyjść!!!
Jest tyle wspaniałych koncertów, gdzie grają… o miłości i nie tylko. Występy ludzi, którzy też dziś nie poszli nigdzie na kolacje, bo śpiewają / muzykują dla Ciebie.
Masz okazję spotkać się z kulturą i sztuką w pierwszej lepszej kawiarni czy knajpie. Wiele z moich znajomych dziś występuje.

Ba! Też miałam to robić… Temat ostatecznie się rozmył, ale wstępnie byłam bardzo na TAK. Bo walentynki to okazja do kochania siebie i pokazania tego- samemu sobie. Właśnie poprzez zobaczenie spektaklu, czy posłuchanie koncertu…

I to wszystko to nie jest propozycja dla KAŻDEGO, oczywiście.
Jeśli się nie przejmujesz żadnymi facetami, to super! Zaplanuj dzień tak, jak chcesz.
Ale jeśli od rana humor masz taki sobie, przeczytaj posta jeszcze raz, ze szczególnym wskazaniem na to, co dziś powinnaś zrobić (forma żeńska czasowników, bo jednak statystyki pokazują, że zdecydowanie więcej jest na moim blogu kobiet, a także, że to one dużo bardziej przeżywają 14 lutego).

I love you!
I ukochoj sie! A chłop się znajdzie.
Dzisiaj jest fantastyczny dzień!

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!