Niedzielne ciało do kupy

Nie wiem, czy wszystkie takie zdarzenia zmieniają nasze życie. Pewnie nie. Ale wszystkie je niezwykle ubogacają. I jednak trochę zmieniają, też. 🙂

Jakiś czas temu miałam iść na zajęcia, na które zapisałam się z dużym wyprzedzeniem. Później jednak, z powodu wielu czynników, chciałam z nich zrezygnować. Niestety, było już za późno, i tak musiałabym za nie zapłacić, a więc nie było rady – trzeba było jakoś zebrać to swoje niedzielne ciało do kupy i nastroić na myślenie.

A jak wiadomo, niedzielne ciało nie zawsze reaguje tak, jak byśmy sobie tego życzyli. W każdym razie, nie było już wyjścia.

Wychodząc z domu, serce rozpadało mi się na pół, bo rodzina szykowała się do obiadu, a ja szłam na zajęcia. Koszmarne zajęcia, niedzielne zajęcia, po co te zajęcia? Ech, czy bywa coś gorszego? Pewnie, że bywa, ale w takich chwilach się o tym nie myśli.

Szłam do miejsca, w którym nikogo nie znałam, w którym prowadzący wydawał mi się dziwny i nie zgadzałam się z nim w niektórych aspektach.

I wiecie co? Te zajęcia dały mi dwa razy więcej niż siedzenie w domu!!! To przewrotne, ale czasem właśnie tak musi być. Zdarza się, że nie jest się z kimś w 100% zgodnym, w 100% zakochanym w czyimś podejściu, a jednak zawsze wynosi się z tego lekcję. I to często nawet cenniejszą niż nam się wydaje. Dużo cenniejszą. Czasem jakieś 1-2 zdania tak nam się wbiją w pamięć, że zostają z nami do końca życia.

Chciałoby się powiedzieć, że zawsze wtedy, kiedy nie chcesz iść, powinieneś iść. Nie wiem jednak, czy zawsze. Czy trzeba? To kwestia indywidualna. Raz się coś zdobędzie, raz straci czas. Wiadomo, że bywa różnie.

Ale bazując na swoich obserwacjach, myślę, że ja zawsze powinnam iść i próbować. Chociaż się nie chce, chociaż to „totalna strata czasu”, chociaż niedziela. Potem z reguły okazuje się, że nie mogłam zrobić nim lepszego, niż pójść.

Może też tak macie? A może macie zupełnie odwrotnie? Wszystko jest możliwe. Jedno jest pewne – warto wychodzić ze swojej strefy komfortu. To akurat potwierdzone info.

Photo by lucas Favre on Unsplash

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!