O sprawach różnych i trocha po śląsku

Każdy z nas ma na jakimś punkcie „kota”, ma swoje dziwne przyzwyczajenia, upodobania, przywary.
Po śląsku, a musisz wiedzieć drogi czytelniku, że moja rodzina pochodzi ze ślaśką – ja, ja, umia godać – nazywamy to majnungami.

Kożdy z nas mo majnungi.
Jo, na przykład, nie umia wypoczywać…

Tfu. Wróciłam ze śląska i ciągle nie umiem się przestawić. Dobrze, że mój chłopak rozumie już powoli śląskie słowa, bo wystarczy 48h za Katowicami i „wpadam”. Mam ochotę godać. Co ciekawe, czasem przychodzi mi to zupełnie naturalnie (jak teraz) i wtedy od razu „wpadam” w godka całą sobą, a czasem, zwłaszcza po długiej przerwie, pomimo śląskiego dialektu 24/7, nie mogę załapać.

Ale tak. W moim domu bardzo często wplatamy śląskie słowa i, prawdę mówiąc, nawet tego nie kontrolujemy. Bardzo często jest mi coś łatwiej wyrazić za pomocą śląskiego.

Na przykład wyrażenie: pajosz się oznacza według słownika „zagapić się, być gapą, nie orientować się lub wykonywać coś wolno. Ale pajanie się może być też słodkie, bo na przykład dzieci się czasem tak słodko zapajają na coś – zapatrzą, jakby odpłynęły.

Dobrze, po tych kilku akapitach w języku polskim wróciłam już do poprawnej składni i odpowiednich końcówek wyrazów. Mogę pisać.

To już teraz po polsku:
Ja, na przykład, nie umiem odpoczywać, kiedy mam coś niezałatwione. Szukałam mieszkania do wynajęcia od października i… załatwiłam to w nieco ponad 48h. Oczywiście pomogła mi Boża Łaskawość dla młodej studentki i moi przyjaciele (nic bez nich), ale sporo namieszałam sama! Nie byłabym w stanie wyjechać na wakacje (a kilka dni później wyjeżdżałam, więc musiałam się spieszyć) i odpoczywać, kiedy w głowie pojawiałyby się myśli: CO Z MIESZKANIEM?

Oj. Przez chwilę zapomniałam, o czym miałam pisać w tym poście, bo po drodze poruszyłam tyle wątków, że sama się zgubiłam. 🙂

W każdym razie jeśli chodzi o jakieś formalności, jestem pierwsza do załatwienia tematu i skreślenia go z mojej listy co jeszcze mam do zrobienia. Wprost nienawidzę tej listy, niemalże z atakiem paniki podchodzę do realizacji, dlatego działam bardzo szybko i ludzie uważają mnie za osobę niezwykle zorganizowaną.
Lubię działać i nie cierpię nudy!

Są jednak sprawy, które od dobrych kilku, kilkunastu miesięcy chodziły mi po głowie, ale jakoś je „zbywałam”. Dosłownie. Od trzech lat chciałam się odezwać do osoby, z którą kiedyś znałam się bardzo dobrze, ale potem nasze ścieżki się rozeszły.

Po pewnym czasie miałam tak dużo do opowiedzenia, że w końcu nie pisałam, bo nie wiedziałam, od czego zacząć. A przecież wystarczyło od CZEGOKOLWIEK. 🙂 Dzisiaj, kiedy po raz kolejny przypomniałam sobie o tej osobie, napisałam. Hura!
Wreszcie. Eureka.

Nie wiedziałam, czy posiadam aktualny numer, nie wiedziałam, czy dana osoba mieszka jeszcze w Warszawie, co się u niej zmieniło. Po prostu zaczęłam pisać.

Na początku „cześć, dzień dobry, pamiętasz mnie?”, a potem już poszło. W SMS-ie zawarłam, że nie wiem od czego zacząć i właśnie z tego powodu nie pisałam tyle czasu, bo „ciągle coś”, ale że się stęskniłam i w sumie każdy powód jest dobry, aby napisać i sztoda, że tak późno na to wpadłam. 🙂

I wiecie co? Prawie się popłakałam, ale ta osoba także tęskniła i także nie mogła się zebrać, aby napisać, ale bardzo, bardzo chciała. I że przyciągnęłyśmy się myślami.

I we wrześniu idziemy na kawę.
Ale odlotowo.

Zrób dzisiaj to, co już od dawna miałeś zrobić. Zadzwoń do niej. Odpowiedz jemu na maila, wydrukuj tamte zdjęcia, pojedź na te wakacje.
Przyrzekam, że poczujesz dziką euforię. Ja poczułam.

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!