Oczekiwania

Ha!

Kolejne spostrzeżenie, które wypatrzyłam… u siebie. Ale w ogóle to ma to każdy z nas. I każdy o tym wie, choć generalnie bardziej nie wie, niż wie.
W ogóle przestaliśmy kontrolować to, co robimy, mam wrażenie. Część z rzeczy jest już dla nas tak naturalna, automatyczna, że w ogóle o nich nie myślimy. Stają się naszymi odruchami bezwarunkowymi i… jakby przepadły. Nawet nie wiemy, że je mamy. 🙂

Baczniejszego obserwowania siebie uczę się w mojej szkole aktorskiej, bo przecież ćwiczenia samokontroli i próba zmiany, odwrócenia „naturalnej” (dla nas) kolei rzeczy może się okazać dla fantastyczną pracą, a wręcz ROBOTĄ DO ZROBIENIA.

W każdym razie dziś mnie naszło, czyli ZAUWAŻYŁAM.
Często mamy jakieś ogromne oczekiwania względem siebie. A najgorsze to już te względem siebie samych. Bo na przykład zakładamy, że dostaniem 1000000% z matury rozszerzonej (choć czasem mnie zastanawia, skąd my bierzemy te wyniki – ja chyba z wyobraźni).

No i idąc dalej projektujemy wszystko, zanim coś się naprawdę ma szansę wydarzyć. Ja na przykład przed wczorajszymi zajęciami z ważnym dla mnie reżyserem miałam już wszystko dokładnie zaplanowane w głowie. Ba! Byłam nawet gotowa na krytykę.

Tymczasem zajęcia były zupełnie inne, nie moje, nie takie, jak ja to sobie widziałam, tylko takie, jak widziała je osoba, które je miała poprowadzić i… wow! Było inaczej. Nie gorzej, nie lepiej, po prostu inaczej.

A ja „straciłam” (no bo trochę straciłam) kilkanaście dobrych minut na analizę tego, jak to będzie wyglądało. I już mi się wydawało, że wiem! Że wszystko wiem i jestem gotowa!

A tu zaskoczenie.

I po co te projekcje i jakieś dziwne oczekiwania od innych, a w zasadzie… chyba nawet nie oczekiwania, ale wymuszenia na kimś, aby było tak, jak my to sobie widzimy?


Analogicznie do zbliżających się świąt.

Nie miejmy projekcji, że ciocia jest głupia, babcia beznadziejnie gotuje i przytula nas, i ściska, a my nie chcemy.
Nie miejmy oczekiwań, co do najlepszego prezentu w historii świata, że nagle iPhone X, nowy Cayenne i bilet do Stanów, bo może zwykły sweter i skarpety też są wyrazem czyjejś miłości? 🙂 Prawdopodobnie latał jak opętany po sklepach, aby Ci to dać lub (jeśli jest bardziej ogarnięty) zamówił kuriera i modlił się, aby doszło na czas. Jeśli jest hiperogarnięty, to zamówił to już bardzo dawno i od kilku tygodni prezent oczekuje, aż go zobaczysz i się ucieszysz. 🙂

Nie miejmy oczekiwań względem całego tego Pięknego Zamieszania, bo może ono w swojej prostocie, aktualności i tego, co w Twoim domu tu i teraz, jest najpiękniejsze?

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!