Oprócz tego miałam parę prawdziwie wesołych dni

Witam Was po przerwie. Długiej. Ale co tam, czasem długie przerwy są fajne.

Ta nie była.
Nie była z kilku powodów. Zawsze, gdy nie piszę, to coś się dzieje. I dlatego nie piszę. Czasem nawet mija już ten najbardziej burzliwy czas, ale jeszcze dwa tygodnie myślę o tym, jak to opisać na blogu.
Tym razem także myślałam dość długo i… niewiele wymyśliłam. Bo jak by tu nie zdradzać za dużo z prywaty, a jednak być szczerym i nie owijać w bawełnę?

To może zacznę i jakoś to pójdzie.
Nie jest fajnie przegrywać. Ale nie mówię o szachach czy kartach. To jest przegrana okraszona dużą dawką humoru i uśmiechu.

Są jednak takie przegrane, które powodują, że zaczynasz myśleć o sobie jak o Największym Przegranym Dziejów.
Wszechdziejów.

Zaczynasz dostrzegać sukcesy wszystkich wokół. Co gorsze? Przeglądasz Facebooka i widzisz mnóstwo szczęśliwych ludzi (tak to już jest, że ludzie w social-mediach to chodzące ideały i ludzie prawdziwego sukcesu).
Wychodzisz na ulicę, a wszyscy pytają, jak u ciebie. Najgorsze pytanie minionego miesiąca. Nawet gdy nie było źle, nie chciałam o niczym mówić. Było tego tak wiele, że ani dobrze, ani źle. Po prostu…

Bywało różnie. Wyniki maturalne przyniosły mi ulgę przy artystycznych zmaganiach ze szkołą teatralną (i tym podobnymi), ale umówmy się… który „artysta” zabiega o wynik matury? Mama „artysty” zabiega.

Zdarzało się, że denerwowały mnie pozytywne wiadomości moich znajomych. Nie chciałam ich czytać. Czytałam, ale zupełnie nie podzielałam tej „życie jest cudowne” atmosfery.
Podzielałam serial, do którego zmusił mnie chłopak. Swoją drogą chodzi o fantastyczną produkcję Stranger Things. Oglądam jak opętana, a w zasadzie oglądamy razem, chociaż przez pół roku odmawiałam jakiegokolwiek zerknięcia na ten tytuł! Bałam się, że to o potworach i odpowiadałam mu grzecznie, acz stanowczo, że tematyka fantasy mnie nie interesuje. Chłopak się nie poddał.
Aktualnie jestem na etapie zachwycania się wszystkim, co związane ze Stranger. I podnosi mnie to bardzo na duchu.

Oprócz tego miałam oczywiście parę prawdziwie wesołych dni z bliskimi mi osobami. Wiedzieli o wszystkim i nie wspominali o tym, o czym wspominali wszyscy inni. O studiach i moich planach na przyszłość daleką i bliską.

W kwestii rozmów preferowałam SMS-y z Zosią, która podzielała moją aurę. Lub Kasią, która wierzy we mnie do końca świata i jeden dzień dłużej. Obie są odlotowe.

Tak czy inaczej… Wyszedł już długi wpis, a nadal nikt nie kuma, co autor miał na myśli.
Dlatego myśli przewodnie zawrę poniżej.

  • Szczęścia nie daje to, co jest szczęściem dla innych. Szczęście daje jedynie Twoje szczęście. Ale tak, jestem dumna z mojego wyniku 95% z rozszerzenia z polskiego.
  • Cieszyłabym się bardziej, gdybym dostała się tam, gdzie dostać się chciałam, a z wynikiem maturalnym 20%.
  • Mimo to wszystko jest po coś. Widzę w tym, co się zadziało sens, a minęło dosłownie parę dni, więc dość szybko przetwarzam. To dobrze.
  • Nadal chcę tego, co chciałam miesiąc temu.
  • Ale będę dzielna i dam radę.
  • Pozwalam życiu trwać, bo życie pisze najlepsze scenariusze.
  • Nie należy mówić drugiemu człowiekowi w czym i gdzie się go widzi. Prawdę mówią, ma on w domu lustro i dość dobrze widzi siebie sam.
  • Trzeba mieć co opowiadać wnukom, więc jestem wdzięczna za nowe doświadczenia. Mam już pomysł na ciekawy wątek.
  • Może październik (i nadchodzący rok akademicki) to będzie czas lepszy niż teraz myślę.
  • Chyba powoli zaczynam wakacje, chociaż wakacje to się zaczną, gdy będę przyjęta na studia. Pic na wodę z tymi NAJDŁUŻSZYMI WAKACJAMI ŻYCIA. Dawno nie miałam tak stresującego czasu.
  • Rzadko mi się coś nie udaje, dlatego należy traktować to jak cenną życiową lekcję. Brzmi banalnie, a nie jest banalne.
  • Dobranoc.


marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!