Pociągiem do Warszawy

Mam swoje dwa, absolutnie ulubione, teksty „pociągowe”. Jeden zachowuję na potem, jeden „wjeżdża” od razu.

Coś jest w tych przeklętych Kolejach Mazowieckich, TLK, Pendolino… Coś w tych szynach, kapiących klimatyzacjach, przedziałach. Jakaś magia? Przedstawiam na razie wiersz Juliana Tuwima – „Pociągiem do Warszawy”.

Poranek wczesny
Jadę pospiesznym
Wprost do Warszawy
Załatwiać sprawy.
Pociąg o czasie
Ja w drugiej klasie
Wagon się kiwa
Pije trzy piwa.
Łódź Niciarniana,
W pęcherzu zmiana.
Pęcherz nie sługa,
A podróż długa.
Ruszam z tej stacji
Do ubikacji.
Kto zna koleje
Wie, jak się leje.
To co trzęsie się
W Los Angelesie
Formę osiąga
W polskich pociągach.
Wyciągam łapę,
Podnoszę klapę,
Biada mi biada,
Klapa opada.
Rzednie mi mina
Trza klapę trzymać.
Łokieć, kolano
Trzymam skubana.
Celuje w szparkę,
Puszczam Niagarkę,
Tryska kaskada,
Klapa opada.
Fatum złowieszcze-
-wszak wciąż szczę jeszcze.
Organizm płynną
Spełnia powinność.
Najgorsze to, że
Przestać nie może.
Toczę z nim boje
Jak Priam o Troje,
Chce się powstrzymać
-Ratunku ni ma.
Pociąg się giba,
A piwo spływa.
Lecę na ścianę
Z mokrym organem,
Lecąc na druga
Zraszam ją struga,
Wagonem szarpie
Leje do skarpet,
Tańcząc Czardasza
Nogawki zraszam.
O straszna męka,
Kozak, Flamenco,
Tańczę, cholera
Wzorem Astair’a.
Miota mną, ciska,
Ja organ ściskam.
Wagon się chwieje,
Na lustro leję,
Skład się zatacza,
Ja sufit zmaczam.
Wszędzie Łabędzie
Jezioro będzie.
Odtańczam z płaczem
La Kukaraczę,
Zwrotnica, podskok
Spryskuje okno,
Nierówne złącza-
-buty nasączam,
Pociąg hamuje
Drzwi obsikuję
I pasażera
Co drzwi otwiera
Plus dawka spora
Na konduktora.
Resztka mi kapie
Na skrót PKP.
Wreszcie pomału
Brnę do przedziału.
Pasażerowie
Patrzą spod powiek.
Pytania skąpe
„Gdzie pan wziął kąpiel?”
Warszawa, Boże!
Nareszcie dworzec!
Chwila szczęśliwa
Na peron spływam,
Walizkę trzymam,
Odzież wyżymam.
Ach urlop błogi
Od fizjologii.
Ulga bezbrzeżna.
Pociąg odjeżdża,
Rusza maszyna
Hen w dal
Po szczy…
Po szynach.

Ach! Nie mogłam nadziwić się spostrzeżeniom Tuwima! Ileż tam prawdy, a ileż pięknych słów, jakich rymów. I mimo że pasażerom w pociągach do śmiechu często nie jest (oj, niee…), to jednak nie mogę się nie zaśmiać, gdy czytam kolejne wersy „Pociągiem do Warszawy”.

Doskonale pamiętam niejedną taką sytuację. Niejedne opóźnienia (raz przyprawiły mnie o zawał, bo mój grafik był wyliczony co do minuty, a tutaj 10 minut, 15… zaczęłam się modlić), niejedne stresy przy pokazywaniu biletu, niejedne wyjścia do łazienki (samemu i z młodszą siostrą, gdy akurat podróżowałyśmy wspólnie). Ach, i zapomniałabym o najlepszym! Niejedno otwieranie drzwi w starych (a nawet PRZESTARZAŁYCH) pociągach. O matko! Kiedyś siłowałam się z nimi z minutę, bez skutku, pociąg już odjeżdżał, a ja musiałam wysiąść – sama, a raczej sama z ogromną walizką. W ostatniej chwili poprosiłam jakiegoś potężnego pana o rozprawienie się z drzwiami i wyskakiwałam z wagonu, który już jechał! A za mną walizka. Nie była to prędkość bogów, ale gdy już wysiadłam i uświadomiłam sobie, co właśnie zrobiłam, pomyślałam tylko:

Ulga bezbrzeżna
pociąg odjeżdza

Rzeczywiście, po podróżach z PKP, byłam najbardziej szczęśliwa, że już po, że dojechałam… 🙂

Albo inna historia, kiedy 4 godziny siedzieliśmy zgnieceni w korytarzu! Piszę siedzieliśmy, ale mam na myśli siebie i dziąsiątki obcych mi ludzi z wielkimi tobołami. Oj, co to były za rozmowy.

O! Albo jeszcze… Widzicie? Im więcej się pisze, tym więcej wspomnień przychodzi mi do głowy. Były też sytuacje wspaniałe. Poznałam Australijkę i dwóch Kanadyjczyków. Przegadaliśmy 4 godziny na trasie Warszawa-Wrocław. O czym się gawędziło? O wszystkim! O życiu, o prywacie takiej najbardziej prywatnej, o pracy, podróżach, o tym, że to spotkanie mogłoby być materiałem na film! Bo wyobraźcie sobie – godzina 6 rano, człowiek marzy o tym, aby pójść spać i jeszcze zdenerwowany jest, że mu ojciec kupił bilet w wagonie przedziałowym, a tam są ludzie blisko Ciebie i będą się patrzeć. A tu taka niespodzianka. Myślałam, że będę słodko drzemała, a okazało się, że odbyłam jedną z fantastyczniejszych rozmów w życiu. I to jeszcze po angielsku – a byłam przed maturą ustną z angielskiego, więc powiedziałam im, że chętnie poćwiczę.

Dla mnie podróże koleją to wspomnienia – jak to się mówi – jednorazowe! Ileż kilometrów przegadanych, zapłakanych – bo coś się nie udało, euforycznych – bo się udało… Ile minut, opóźnień, przekleństw, dobrych słów, WARSÓW, braku WARSU, dziwnych ludzi, świetnych ludzi.

Wkrótce ponownie wsiadam w pociąg.
PKP – nie zawiedźcie mnie. Zresztą, co ja piszę. Wiem, że będzie ciekawie.

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!