Podsumowania i postanowienia

Czy koniecznie trzeba podsumowywać miniony rok lub zapisywać kartki swoimi postanowieniami noworocznymi?

Zupełnie nie wiem, ale tym razem się na to nie zdecydowałam. Pewnie są ludzie, którzy bardzo to kochają. A ja mam spore skłonności do takich czynności także, ale w tym roku nie potrzebowałam się zmuszać.
Dlaczego? Bo zmuszać generalnie do niczego się nie należy, zwłaszcza na starcie w Nowy Rok.

Swoją drogą. Cały czas zastanawiam się, jak przyzwyczaję się do pisania 2020. Takie to trochę dziwne. 🙂
A jak przyzwyczaję się do tego, że w listopadzie przestanę być nastolatką? Gdy uświadomiłam to sobie po raz pierwszy, omal nie upadłam. Koniec „naście”? Niemożliwe, pora umierać.

Wracając do podsumowań – od tego zacznę.
Lubię spojrzeć wstecz i w pamięci przywołać obrazy minionego roku – co w styczniu, co w lutym, marcu… Lubię zastanowić się nad tym, co mi się naprawdę udało, a gdzie nie poszło po mojej myśli. Ten rok był chyba najtrudniejszym w moim życiu. Matura, a wcześniej przygotowania do niej, szkoła aktorska, szkoła teatralna, szkoła muzyczna, praca, egzaminy na studia, wyniki matur, wakacje (wiele się działo, nie były zbyt spokojne), wyprowadzka z domu… i wiele innych. Nie powiedziałabym, że będę tęsknić za 2019. Zresztą, po co tęsknić? Idzie nowe. Może lepsze, a może gorsze? Za każde doświadczenie jestem niezwykle wdzięczna. Bardzo wiele się nauczyłam, odkryłam siebie „na nowo”. Było też całe mnóstwo dobrych rzeczy! Jestem z siebie bardzo dumna, kiedy przypominam sobie to, czego dokonałam.

Ale czy koniecznie muszę to zapisywać, podsumowując na kartce? Przeglądam swoje wspomnienia z 2019 roku w głowie i wtedy czuję, jakbym „głaskała” je po brzuchu, dziękowała im, żegnała się z nimi. Na kartce traciłoby to swoją magię.
Ale, broń Boże, nie krytykuję osób, które pilnie notują. Prawdopodobnie przypomną sobie dużo więcej, za wiele więcej podziękują (a dziękować trzeba!), dużo więcej rzeczy będą chciały zmienić, więcej osiągnąć.

Jakie są moje postanowienia na 2020?
Żyć tak, aby nie żałować. Słuchać siebie, swojego głosu. To tak niewiele… i tak wiele.

Ale nie mam szczególnie rewolucyjnych postanowień. I tym bardziej nie będę ich zapisywała. Myślę wciąż o jednym, góra dwóch… Z pewnością jednak nie zakażę sobie słodyczy, nie zapiszę się na siłownię, nie zmienię swojego życia z Ewą Chodakowską (którą bardzo szanuję, żeby nie było).
Mierzę siły na zamiary. Mam plany, mam marzenia, ale nie zrobię z nich bożka. Nie będę zmuszać się do tworzenia listy, aby znów zrobić więcej, więcej, więcej.

Najpierw ja, a potem postanowienia. Taka powinna być kolejność.

I chyba tego Wam najbardziej życzę.
Bądźcie dla siebie samych ważni! Ważniejsi niż Wasze postanowienia.


Photo by Maddi Bazzocco on Unsplash

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!