Reflektor

W miniony weekend miałam przyjemność wreszcie docenić walory estetyczne (i nie tylko) sławnego miasta Kraków, które zbyt cudowne w zasadzie nigdy mi się nie wydawało. Uznawałam, że jest stare, dziwne, a w dodatku Krakowiacy nie lubią Warszawiaków; z góry więc spisałam je na straty. Niepotrzebnie.

Nie o dawnej stolicy Polski dzisiaj jednak mowa będzie…

II Krakowski Przegląd Interpretacji Piosenki Aktorskiej i moje III. miejsce na konkursie!!! Tak, nieskromnie i ostentacyjnie się chwalę. Jest czym.

Na scenie występowałam jako pierwsza, można powiedzieć, że otwierałam festiwal. Uważam, że zasługiwałam nawet na nieco wyższą nagrodę (słuchając innych nagrodzonych), ale niestety tak działa nasz mózg – osoby, które zaczynają, nie otrzymują pierwszych miejsc. Jury się podobało, publiczności jeszcze bardziej.

Dla mnie moja III. nagroda jest mini-Grand Prix. Bo to zwieńczenie jakiegoś okresu. To pozytywny kop i wzrost skrzydeł. To otwarte drzwi do coraz trudniejszej konkurencji na coraz trudniejszych konkursach.


Do takiego rodzaju występu nie przygotujesz się w kilka dni. Nie wystarczy Ci tydzień, choć przyznaję, że ostatni tydzień był wariacko szybki i skupiony na interpretacji piosenek konkursowych. Był do tego stopnia niekontrolowany przeze mnie, tak bardzo ważny, że poświęciłam mu się bez reszty; doszło do tego, że siedząc w piątek w pokoju kręciło mi się w głowie i bałam się, czy dam radę się nie przewrócić.

Wyjście na scenę to PANIKA. To czysta trema, to strach przed tym, co powiedzą inni. Występowanie to stałe poddawanie się ocenie. A ja nie potrafię za dobrze znosić krytyki.

Ale występowanie to również moje paliwo. Mogę nie jeść, bo kortyzol przepływający przez moje ciało, zastępuje je mi. Kolana mi lecą w prawo i lewo, a nogi nie są w stanie normalnie pracować. To wszystko mnie napędza. Do czego? Do momentu aż stoję, przed sobą widzę kolejne rzędy krzeseł, jakieś twarze, a na każdej z nich zupełnie inna historia. Zupełnie inne poglądy, doświadczenia. Inne oceny.

Ten moment.
Reflektor. Ciemność. Cisza. I tylko ja. Z własnymi słabościami, z własną historią, z samą sobą.

Kochanie, a wiesz, jak się zaczęło? Jak bardzo niekolorowo, nieaktorsko, niemuzycznie, niewokalnie, niepewnie siebie było na początku? Być może startowałam z miejsca, w którym Ty znajdujesz się teraz. Dlatego postanowiłam po krótce opowiedzieć Ci o wszystkim.

Śmiano się ze mnie, że nie powinnam wstępować. Drżał mi głos, nie potrafiłam dobrać repertuaru. Ale miałam dobre podstawy: słuch, skupianie na sobie uwagi widza i morze chęci do bycia Kimś na scenie. Nie wiedziałam, czy się da, ale czułam, że muszę coś zrobić.

Szkoła Piosenki Elżbiety Zapendowskiej i Andrzeja Głowackiego. To Oni dali mi szansę; jedni z ważniejszych ludzi na mojej zawodowej ścieżce, z czasem stali się i ogromną częścią tej prywatnej.

Do dziś nie wiem, czy coś umiem. Czy na pewno jestem dobra w piosence aktorskiej. Mówią, że zdecydowanie tak. Ale ludzie z natury za dużo mówią (patrz: ja). Mówili, że się nie nadaję; ostatnio jakoś zmienili zdanie.

Czy kiedyś będę aktorką, dziennikarką, czy strażakiem lub prezydentem (Chroń mnie, Boże!)?
Nie wiem. Ale jestem tu i teraz. Jestem z tego dumna. I wiesz co, możesz więcej niż Ci się wydaje. Możesz być kimkolwiek tylko chcesz.

Ktokolwiek gra Ci w duszy, jesteś nim Ty. Nie pozwól się sobie zmarnować.

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!