Świąteczne makówki

Co tu dużo mówić… Prawie wszyscy mężczyźni, w wymaganiach, kiedy poszukują kobiety, podają: musi umieć gotować. No i co tu teraz zrobić? Naleśniki, sernik, kotlety schabowe i jajecznica. Ale ile to można jeść? I co zrobić, gdy w telefonie wybija data: 24 grudnia?

Moją śląską babcię uwielbiam (pochodzi z Rydułtów)! Przede wszystkim za jej pracowitość i szczerość, ale i dlatego, że jest miłośniczką kuchni. Nie tylko polskiej, ale każdej. Nie ma sytuacji, w której zawahałaby się, czy spróbować nowej potrawy. Przez ponad 25 lat prowadziła restaurację, która stała się naszą rodzinną tradycją i jest zarządzana przez moją ciocię. <Restauracja Parys>

Nie o tym jednak dzisiaj. Moja babcia przyjechała specjalnie do Warszawy, aby podzielić się ze mną (a w zasadzie przypomnieć mi) przepis na najpyszniejszą śląską potrawę wigilijną. Cook-blog nie okazał się takim prostym zadaniem, jak mi się na początku wydawało? Bo jak gotować i cykać zdjęcia jednocześnie. OStatecznie, udało się. Nie przypaliłam mleka, nie ucięłam sobie palca, nie zalałam sprzętu. A wszystko pod okiem ukochanej i bardzo zdolnej Szefowej. To co, zabieramy się do dzieła?

1. Gotujemy mleko z cukrem, a gdy już zacznie bulgotać, dosypujemy do garnka zmielony mak.

Ciekawostka: Najlepiej nie kupować już  gotowego, zmielonego maku, ale zaopatrzyć się w maszynkę albo odnaleźć (tak jak my to uczyniliśmy:)) pana, który wykona to za nas. O dziwo, zadanie wcale nie jest proste. Na szczęście w rodzinnym mieście mojej babci nam się udało. Tak więc mak, który poddałam próbom kulinarnym, jechał do mnie ponad 400 km.

2. Nie czekamy- pojedynczymi chochlami wlewamy zawartość garnka do miseczek.

 

 

3. Następnie kroimy bułki i bagietki- najlepsze są te, które długo leżały. Mogą być nawet twarde. W połączeniu z makiem wszystkie smakują wybornie. 🙂 Chyba już zdążyliście zauważyć, że jest to jedna z moich ulubionych słodkich potraw wigilijnych i świątecznych!

4. Bułkami przekładamy naszą masę makową, tak, aby otrzymać efekt „piramidy” lub „przekładańca”.

5. Kto widział święta bez rodzynek? Nawet najwięksi hejterzy suszonych winogron tego im się mogą odmówić- zadomowiły się w polskim jadłospisie grudniowych popołudni.

6. Rodzynki kroimy na mniejsze i dodajemy między bułki (nie trzeba posypywać każdej warstwy bułek)! Wystarczy, jeśli dodacie je na jedną. Rodzynki stanowią bowiem tylko dodatek do maku, nie są podstawowym składnikiem makówek.

A skoro są już rodzynki, dlatego nie poeksperymentować by i z orzechami? Włoskie. Je również kroimy i posypujemy nimi jedną warstwę bułek.

Na zdjęciu- 1. chochla maku, 2. bułki, 3. orzechy/rodzynki

Tę czynność powtarzamy aż do zapełnienia miski. Podsumowując: jedna chochla zagotowanego maku, na to bułki z rodzynkami/orzechami (dla chętnych!), kolejna chochla zagotowanego maku, kolejne bułki, kolejna chochla i… górę dekorujemy po swojemu- orzechami, rodzynkami i roztopionym masłem. Czekamy aż ostygnie, żeby brzuchy nie bolały i zabieramy się za jedzenie.

Efekt- przepyszny. Słodki i bardzo świąteczny. Makowy z rodzynkami i orzechami włoskimi. Palce lizać!

A tak wyglądała praca od kuchni i w kuchni. Dosłownie!

 

 

 

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!