Sylwester u Kapelusznika

Jak już wspominałam w poprzednim wpisie – Sylwester jest od zabawy! I choć raz chciałam, żeby patrzono na mnie przez dłuższą chwilę z myślą: „o ja…, jak ona się ubrała?”.
Jednym przemknęłaby ta myśl z nutą zazdrości, bo, nie ukrywajmy, trzeba mieć” jaja”, żeby być innym. Drudzy pomyśleliby, że totalnie oszalałam, trzeci, że zupełnie nie znam się na modzie, a kolejni- że wprost przeciwnie i na pewno muszę być z modą związana!

Ile ludzi, tyle teorii i opinii. Raz na jakiś czas eksponuję swoją kreatywność, ale też nie przesadzajmy- look prócz ekstrawaganckiego kapelusza i wyróżniających się rajstop, wielką przebojowością nie bije.

Nie będę co roku na jedną noc kupowała cekinowych bluzek, spódnic, sukienek, których potem nigdy nie wykorzystam. NIE! Skupiam się na tym, co w szafie już mam i jak mogę to przeistoczyć w look na szampańską zabawę.

Bawcie się dobrze! I wyglądajcie równie odjechanie, szalenie, modowo. 

Fot. Tata

Hala Koszyki, Warsaw

Sweter – New Yorker
Koszula- Marks&Spencer, London
(ma chyba z 17 lat, należała do mojej mamy)
Kapelusz – PORTHOS
Rajstopy – #noname
Szpilki – Zara

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!