Ten post jest oczywisty

Koronawirus zawładnął światem i opinią publiczną. Swoją drogą – bardzo zabawne (nie wiem, czy zabawne to adekwatne słowo) – że jeszcze we wtorek mój post To nie są wakacje wydawał się kontrowersyjny – bo po co siedzieć w domu, skoro dali nam wolne w szkole?, a dziś to już nie do pomyślenia, aby ktokolwiek balował na ulicach, skoro zamknięto restauracje, granice, a nawet ludzkie usta.

W każdym razie – byłam pierwsza, jeśli chodzi o tekst #toniesąwakacje, ale w związku z tym, że mój blog nie jest wyznacznikiem blogerskich trendów 2020, nie zaistniał jako wymyśliła to Marysia. 🙂 Nie obrażam się.

Odchodząc jednak trochę od najlepiej sprzedającego się wirusa wszechczasów, bo mam już tego wszystkiego trochę dość – a najbardziej tego, że roznosi mnie w domu, za mało kroków robię (wtręt: nie potrafię sobie wyobrazić mieszkania w kawalerce! Jestem jednak zwierzęciem domowym, niemieszkaniowym – dobrze, że wróciłam do domu rodziców) – wracając – odchodząc od tematu wirusa, koronawirusa, cieszę się z tego wolnego czasu. Oczywiście, mam wykłady online, a jutro nawet swoje pierwsze indywidualne i praktyczne lekcje – nie powiem czego – ale dotyczą sztuki, PRZEZ INTERNET. To dopiero będzie hit – jeśli się uda.

Za to, jeśli mówić z perspektywy uniwersytetów – wreszcie czuję, że wchodzimy na wyższy poziom nauczania. Ileż można się łudzić, że sale wykładowe na 100 osób są przyjemne? Żeby nie było, jestem pewna, że nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu. Ale pozwólmy sobie na taki eksperyment. Jest szansa, że z odrobiną szczęścia (w zakresie internetu, łączy i innych potrzebnych serwerów – w tym – optymizmu w sercu), może nam się udać.

I słuchajcie! Wreszcie miałam czas na obejrzenie filmu Kieślowskiego. Czaicie, jaki wstyd? Mieć 19 lat i pierwszy raz oglądać Kieślowskiego. Chociaż lepiej późno niż później. Jakby tego było mało, weszłam przypadkowo na FilmPolski.pl i okazało się, że dziś, 13 marca, jest rocznica śmierci tego wielkiego reżysera. Zachwyt! Przypadek? Nie sądzę. Obejrzeć (mój) pierwszy film Kieślowskiego, po 19 latach życia na tej marno-pięknej planecie i to jeszcze w rocznicę jego śmierci? Niby nic takiego, ale jednak się uśmiecham do siebie!

Jakie to piękne wyspać się, ponudzić, zrobić sobie rano jajka. Lub bajgle (chleba już na półkach nie było, ale bajgle jeszcze tak). Kawki się napić. W zasadzie cały mój dzień krąży wokół tego, co zjemy. Zje-MY, bo gotuję także dla rodziny. Więc, już po przebudzeniu, następuje organizacja śniadania, potem sprzątanie, książka lub film, potem obiad, potem znów sprzątanie, książka lub film i kolacja (u nas kolacje akurat każdy indywidualnie, więc z tego jestem zwolniona). Napawa mnie to wszystko jednak szczęściem. Że można się zastanowić, na co się ma ochotę, czy dzisiaj gotować coś trudniejszego, czy zwykły makaron. Czy dzisiaj bardziej praca czy bardziej relaks.

Udało mi się także zadzwonić do ważnej dla mnie osoby. Zbierałam się kilka miesięcy. Nigdy nie było czasu. I teraz, nagle, znowu jest czas.

Świat się przewrócił do góry nogami – przynajmniej mój – ale widzę w tym (oprócz bardzo sporej liczby negatywów) także pozytywy. Liczne. I chociaż zdarza mi się nudzić, to dobrze się czasem nawet ponudzić.

Jaki ten post jest oczywisty. Same oczywiste zdania – że dobrze wypić w spokoju kawę, zjeść dobre rzeczy, czytać książki i oglądać Kieślowskiego, nudzić się samemu lub nudzić się grupowo.
Uwierzcie mi, że do niedawna te oczywiste zdania, wcale nie były oczywistością. Dobrze, że powoli się to zmienia. Mój świat wraca do normy.

Photo by Max van den Oetelaar on Unsplash

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!