To nie są wakacje!

Ludzie noszą maski, aby nie zarazić nikogo i to dla nas jest normalne – tak mówi mój dzisiejszy gość w Radiu Kampus. Gość, który urodził się z Japonii i z Japonią pozostaje do dziś związany.

Ale żeby nie opierać się na jednej opinii. Idę na fitness. Tam też mam znajomą z Japonii i pierwsze co mówi, gdy mnie widzi: Dlaczego Polacy nie noszą masek?

Cóż ja jej mogę powiedzieć? Tłumaczę, że masek w aptekach nie ma już od dawna i ponoć w internecie można je kupić za grube pieniądze. Ale głupio mi. Bo jak tu to tłumaczyć? Że nie mamy tego w naszej kulturze? Bo nie mamy. Że u nas prycha się na sąsiada w autobusie, bo tak? Bo tak zawsze było?

Pracuję w radiu, a co za tym idzie, ze wszystkimi wiadomościami na temat koronawirusa jestem naprawdę na bieżąco. Monitorujemy wiadomości NONSTOP, prywatnie konsultuję się z przyjacielem, także radiowcem, i wymieniam spostrzeżeniami i obawami, które mamy. Większość z nas ma. Ale nie wszyscy.

Bo jak zrozumieć, że dziewczyna skazana na kwarantannę jedzie pociągiem do Wrocławia, aby odpoczywać u rodziców? Jak wytłumaczyć – choćby wspomnianym Japończykom – że chciała poleżeć w domu z bliskimi?
Jak rozumieć, że odwołano zajęcia na uczelniach (oraz we wszelkich innych placówkach), a ludzie chodzą na melanże, imprezują, jakby im się dało miesiąc na wakacjowanie? To nie są wakacje.
Też bym chciała, aby były. Też chcę iść do kina na pewne premiery, do knajpy z przyjaciółmi, na domówkę… Ale to nie są wakacje.

Nie chcę myśleć, że nas, Polaków, można jedynie skwitować tym, co dawno temu zapisał Wyspiański – a to Polska właśnie.
Dali nam wolne, a my im fucka pokażmy, bo wiemy lepiej.

To prawda, że sporo informacji w mediach to panika i, jeszcze raz, panika, że te sterty wykupionych makaronów i środków czystości powodują śmiech (przez łzy). Wiem, że nie da się odgrodzić od wszystkiego i zamieszkać w próżni.

Ale dzwoni chłopak i mówi, że wysiadł z autobusu, bo wszyscy BEZPARDONOWO kaszlą. Na siebie, na ludzi wokół. Często nie zasłaniając ust. XXI wiek?

Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie – to też już mówił Gogol, i też dawno temu.

Sama siebie uspokajam, zachowując środki ostrożności (w moim przypadku – wzmożonej ostrożności – bo wolę na zimne dmuchać). Rozumiem, jeśli dla kogoś to za dużo i wystarczy mu mniej. Ale zachowajmy podstawowe minimum. Ludzie. Postawowe. Nos można dmuchać na boku, kaszleć w chusteczki lub rękaw, ręce umyć raz na 15 minut, przetrzeć telefon (swoją drogą, to podobno totalne siedlisko bakterii), zamiast w kawiarni – spotkać się w domu, obejrzeć Netflixa i czytać książki. Nie chodzi tylko o koronawirusa. Co roku tyle ludzi umiera z powodu zwykłej grypy…

Bądźmy dla siebie dobrzy. To się sprowadza do tej krótkiej tezy. Dla siebie nawzajem. A taki czas przyszedł, że dbając o siebie, dbasz też o innych.

Photo by Ante Hamersmit on Unsplash

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!