Za wakacje!

Muszę powiedzieć, chociaż podkreślałam to już chyba z 3 razy, że NIE ZGADZAM SIĘ ze stwierdzeniem, że maturzyści mają najdłuższe wakacje w swoim życiu.

Owszem, tak mówią statystyki.
Ale tak nie mówię ja. 🙂

Statystyka mówi też, że jeśli włożysz jedną rękę do wrzątku, a drugą do lodu, to teoretycznie powinno być Ci idealnie. Spróbujcie kiedyś…
Żartowałam, nie próbujcie.

Chociaż matury kończą się pod koniec maja, a studia zaczynają w październiku, to życie w stresie – w oczekiwaniu na wyniki uczelni, które czasem przychodzą na początku lipca, czasem pod koniec lipca, a czasem dopiero w sierpniu (serio!) – nie jest fajne.
Na szczęście udało mi się już (prawdopodobnie) przejść przez najbardziej burzliwy okres, a pozostało „tylko” studenckie życie.

I były wakacje…
Nastały, co prawda dużo później niż się spodziewałam, ale nastały. Kiedy wiem, że już są? Kiedy moja głowa czuje, że odpoczywa?

Z reguły wtedy, kiedy nie wiem, jaki jest dzień tygodnia.
Kiedy nie chowam brudnych naczyń do zmywarki i nie wyjmuję czystych.
Nie wieszam prania.
Nie siedzę za dużo w telefonie.
I rzadko do kogoś dzwonię, bo rzeczywistość jest zbyt świetna, aby z niej nie korzystać w 120%.
Dużo jem i piję wino, nie odchudzam się i mam ochotę na kolejną przekąskę o 23.00.

Za moje tegoroczne wakacje mogłabym wznieść toast z wielu powodów.
Teraz wznoszę jednak za mój rodzinny wyjazd do Francji.

Moi rodzice to absolutni szaleńcy, którzy nie znoszą nudy tak samo jak ja – a raczej ja tak samo jak oni. W wakacje potrafimy robić setki kilometrów i pomimo zmęczenia – chcemy więcej. Cieszy nas to o wiele bardziej niż leżenie na plaży.
Dla nas plaża to tylko przy okazji, na godzinkę lub dwie, w skrajnych przypadkach na 1-2 dni. Więcej nie dajemy rady.

W Izraelu w ferie zjechaliśmy 1000km w niecały tydzień, teraz we Francji 3000km w 12 dni. Nie pytajcie, ile to godzin dziennie, bo nie warto. Byliśmy zachwyceni.

Najbardziej podoba mi się jednak to, że dzięki znajomości francuskiego odwiedzamy miejsca, o których nie śniło się żadnym turystom. Powtarzam, Francja to nie tylko Lazurowe Wybrzeże i Paryż.
Z naszych obliczeń wynika, że zjechaliśmy już prawie wszystkie regiony Francji i chociaż wciąż chce nam się tam wracać, to tak naprawdę mamy ją „odhaczoną”.
Ale nie, spokojnie, nie jesteśmy Japończykami, o których krążą żarty, że Europę robią w 3 dni. Chociaż chyba czasem się z nimi ścigamy. 🙂
Po prostu za wiele rzeczy nas kręci, abyśmy siedzieli w jednym miejscu. I byłaby to kompletna strata pieniędzy.

Jestem ogromnie wdzięczna moim rodzicom za to, że pokazują mi miejsca, do których, być może, sama nigdy bym się nie wybrała. Być może wybrałabym się do innych, ale szkoda byłoby nigdy nie znać tego, co poznaję dzięki nim.


Za wakacje!

Photo by Okamatsu Fujikawa on Unsplash

marysiaczok

Cześć, nazywam się Marysia Czok, mam 18 lat i pochodzę z Warszawy. Od sierpnia 2015 roku prowadzę bloga modowo-lifestylowego. Oprócz tego gram na skrzypcach i śpiewam. Mam nadzieję, że do mnie dołączysz!